poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013!

źródło obrazka: www.tapetus.pl 

Cześć! 

Przyszedł czas na pierwsze podsumowanie. Chcę w skrócie na nowo przypomnieć Wam, co przez jedenaście miesięcy działo się (bloga założyłam w lutym!) na Wydeptuję własne ścieżki. Gdzie zaszliśmy? ;)

Czas przyznać nagrody Wydeptuję własne ścieżki! Uwaga zaraz nastąpi ogłoszenie wyników. Fanfary proszę. Tam ta ra dam! :)

 źródło obrazka: spwlodzice.pl

Książki
Zrecenzowałam dla Was 41 książek.  Wśród nich pojawiły się takie, które mnie zachwyciły i na długo zostały w mojej głowie - ich treść nie mogła ostygnąć, buzowała jak gorąca, tętniąca krew. Czytam w wersji papierowej, ale również słucham audiobooków. Z wszystkich książek, które przeczytałam na podium 2013 roku znalazły się:

1. "Lektor" Bernhard Schlink
2. "Chimeryczny lokator" Roland Topor

Filmy
Na blogu zamieściłam 14 recenzji filmów, które powstawały w różnym okresie czasu. Niektóre z nich mają ponad 40 lat, a niektóre wykonane zostały najnowszą techniką. W kategorii "film" oprócz nazwijmy to tradycyjnych, znalazł się również spektakl teatralny, animacja i film krótkometrażowy. Kto stanął na podium 2013 w tej kategorii?

1. "Cyrk motyli" reż. Joshua Weigel
2. "Gran Torino" reż. Clint Eastwood
3. "John Q" reż. Nick Cassavetes

Jesteście zaskoczeni moim wyborem, a może zgadzacie się z nim? Co na Was zrobiło największe wrażenie, jakie podium Wy byście stworzyli? ;)

Wywiady
Na blogu mogliście poznać bliżej 10 pisarzy. Wśród nich znaleźli się Graham Masterton, Marta Fox, Magdalena Zimniak, Izabela Szolc, Agnieszka Krawczyk, Ignacy Karpowicz, Zygmunt Miłoszewski, Krzysztof Piskorski, Nina Reichter, Andrzej Ziemiański. Wywiady z nimi były dość zróżnicowane - nie zawsze składały się z wielu pytań i wielu interesujących odpowiedzi. Czasem były intrygujące, a autorzy wykazywali się poczuciem humoru i pozytywnym nastawieniem do życia.

Spojrzenie na świat...
Jeżeli śledziliście Wydeptuję własne ścieżki to wiecie, że nieregularnie zamieszczałam notki, w których komentowałam aktualne wydarzenia lub przekazywałam Wam moje refleksje - napisałam o aborcji, o Środzie Popielcowej, o abdykującym papieżu, o aborcji po narodzinach, o Dniu Ziemi, o akcji społecznej, w którą angażują się sławne osoby i próbują przez 5 dni przeżyć za 7,5$, o tym jak kobiety widzą siebie, a jakie naprawdę są, o stereotypach, o Wisławie Szymborskiej i kondycji książek dla dzieci.

Postanowienia!
Gdy zbliża się koniec roku, a zwłaszcza na początku nowego, wiele osób robi noworoczne postanowienia. Wydeptuję własne ścieżki też takie ma i już niedługo Was zaskoczy! Kilka miesięcy temu pojawił się na blogu cykl cytatów, wkrótce spodziewajcie się następnego - muzycznego. 

Kilka słów...
Kto by pomyślał, że Wydeptuję własne ścieżki ma już 11 miesięcy? Strasznie szybko minął mi ten czas. Dziękuję Wam za to, że jesteście, bo choć opisuję na blogu swoje pasje, bez Was nie miałoby to sensu. Uwierzcie - każdy Wasz komentarz i każdy nowy obserwator to uśmiech na mojej twarzy. Dzięki! ;)

Co sądzicie o Wydeptuję własne ścieżki? Czy się zmieniło? Czy z biegiem czasu jest tu ciekawiej a może odwrotnie? Co myślicie? ;)

 źródło obrazka: www.balony-torun.pl

P.S. Zrobiłam to podsumowanie trochę wcześniej niż planowałam, bo w Sylwestra będę się o tej porze, mam nadzieję, dobrze bawić. Życzę Wam świetnej zabawy i do zobaczenia w przyszłym roku!

Em.

wtorek, 24 grudnia 2013

Święta Bożego Narodzenia

źródło obrazka: quandor.wordpress.com 

Ile Boryna hektarów zaorał,
ile Ebenezer Świąt zmarnował,
ile Michael Hannie książek przeczytał,
ilu Stevens gości przywitał,
ile Telimena mrówek pod suknią miała,
ile razy Barbara Bogumiła opuścić chciała,
ile Liesel książek ukradła,
po ilu serenadach Julia w Romea sidła wpadła,
ile dni Pi na Oceanie Spokojnym spędził,
ile Zbyszek Anieli numerów wykręcił,
ile razy Eddie karuzelę naprawiał,
ile Malfoy na Harrego pułapek zastawiał,
ile Rzecki swoich wspomnień zanotował,
ile Sherlock sytuacji przekalkulował,
ile kartek "Potop" ma,
tyle dobrych życzeń składam Wam ja! :)

Wesołych Świąt!

źródło obrazka: www.tapeteos.pl

P.S. Rozpoznaliście wszystkich książkowych bohaterów, którzy pojawili się w przygotowanych przeze mnie życzeniach? :)

Em.

piątek, 20 grudnia 2013

"Paperman"

źródło obrazka: en.wikipedia.org

"Paperman"

Tytuł oryginalny: "Paperman"
Gatunek: krótkometrażowy, animowany
Produkcja: Stany Zjednoczone
Rok produkcji: 2009
Data premiery na świecie: 2 listopada 2012
Czas trwania: 7 min.
Reżyseria: John Kahrs
Scenariusz: Clio Chiang, Kendelle Hoyer
Muzyka: Christophe Beck
Produkcja: Kristina Reed, John Lasseter

Wytwórnia: Walt Disney Pictures
Dystrybucja: Walt Disney Pictures
Nagrody: Oscar 2013 za najlepszy krótkometrażowy film animowany

Młody człowiek, pracujący w wielkiej korporacji, stoi na peronie dworca kolejowego, czekając na pociąg, którym pojedzie do pracy. Spokojne oczekiwanie przerywa jednak podmuch powietrza, który porwał pewnej kobiecie kartkę i trafił nią mężczyznę. Za papierem biegnie owa młoda kobieta. Po chwili historia się powtarza - wiatr porywa kartkę z pliku dokumentów mężczyzny. Kartka ląduje na twarzy spotkanej kobiety. Pozostaje na niej ślad po czerwonej szmince dziewczyny. Kobieta wsiadła do pociągu i odjechała. Papermanowi po spotkaniu pozostał tylko ten jeden ślad, tylko odbite na kartce czerwone usta.

 
źródło obrazka: www.heyuguys.co.uk

Mężczyzna w dalszej części animacji będzie się starał, by odnaleźć kobietę, którą spotkał na peronie. Czerwień szminki przypomina mu o niej. Nie może się skupić, jest rozdrażniony. Pewnego dnia przez okno, które znajduje się w biurze, w którym pracuje dostrzega w ogromnym budynku po drugiej stronie kobietę, o której nie może przestać myśleć. Z dokumentów, nad którymi miał pracować składa samoloty, którymi chce wcelować w okno ukochanej. Jego trud nie przynosi efektów.

źródło obrazka: www.thegnomonworkshop.com

Gdy mężczyzna chce się poddać, chce zanurzyć w rozgoryczeniu, smutku, staje się coś dziwnego. Czy odnajdzie swoją drugą połówkę? Czy przestanie szukać? 
Bardzo podobał mi się moment, w którym głównemu bohaterowi siła nadprzyrodzona wyznacza drogę, bo on tak jak i każdy z nas potrzebował drogowskazu by dojść do celu, by nie zgubić się.

"Paperman" to krótka film z przesłaniem, które już dawno wzięłam sobie do serca. Nie wolno nigdy się poddawać. Trzeba w każdej dziedzinie życia walczyć – z jednej strony o relacje, o uczucia, z drugiej o całkowicie przyziemne sprawy. Walcz do końca, a możesz osiągnąć wszystko. Warto próbować, by później nie wyrzucać sobie, że się czegoś nie zrobiło, że coś mogło zmienić bieg całego życia.

 źródło obrazka: www.reddit.com

"Paperman" to czarno-biała animacja, w której pojawia się tylko jeden kolor – widać czerwień szminki odbitych ust na kartce papieru. Podoba mi się ten zabieg. Ukazuje moc jaką może dać miłość człowiekowi i jak warto jest o nią walczyć nie tylko w ekstremalnych sytuacjach, ale każdego dnia oraz jak bardzo mocnym i intensywnym jest uczuciem.

 źródło obrazka: www.google.pl

"Paperman" dostał Oscara 2013 za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Szczerze mówiąc, mimo, że spodobała mi się ta historia, jej przesłanie - nie zachwyciła mnie. Animacja trwa siedem minut, a chwilami moja uwaga rozpraszała się (zwłaszcza przy scenie z puszczeniem samolotów). Mimo wszystko uważam, że to ciekawa historia, która przedstawia najprostsze z prawd w taki sposób, że wierzę, że wywoła u Was wiele refleksji.

Ocena: 6/10

Em.

niedziela, 15 grudnia 2013

Jasne Austen #12

źródło obrazka: kresowiacy.com
 
"Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość".

Jane Austen ("Duma i uprzedzenie")

środa, 11 grudnia 2013

Wywiad z Andrzejem Ziemiańskim

 źródło obrazka: ziemianski.com.pl

Andrzej Ziemiański to polski pisarz science fiction i fantasy. Tworzy również opowiadania. Jego najbardziej znane dzieła to "Wojny urojone", "Bramy strachu" oraz serie "Achaja" i "Pomnik cesarzowej Achai". Autor był wielokrotnie nagradzany Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, nagrodą Sfinksa oraz Nautilusa. Obecnie jest jednym z najpopularniejszych polskich autorów fantastyki.

W ramach promocji wydanej w październiku książki pt. "Pułapka Tesli" autor wziął udział w akcji zorganizowanej przez portal lubimyczytac.pl i odpowiedział na pytania Czytelników. Wśród przekazanych autorowi pytań znalazło się moje, które zaprezentuję Wam wraz z odpowiedzią Andrzeja Ziemiańskiego.

Czytając "Achaję" miałam wrażenie, że nie tylko pragnie Pan napisać ciekawą historię, ale że stara się Pan stworzyć książkę z przesłaniem. „Achaja” między innymi ukazuje brutalność ludzkiej natury. By przetrwać nie tylko dostosowujemy się do napotkanych warunków, ale stajemy się ludźmi, którymi kiedyś gardziliśmy, których się baliśmy. Z ofiary często wyrasta kat i oprawca. Co chciał Pan osiągnąć pisząc "Achaję"? Co pragnie Pan przekazać Czytelnikowi tworząc?

Jestem zwolennikiem tezy, że literatura nie ma jakiegoś konkretnego celu. Piszę o sprawach, które znam, które mnie nurtują, ciekawią, których doświadczam. Nie ma w tym żadnego ukrytego celu przekazania jakichś konkretnych treści. Oczywiście taki przekaz powstaje, ale sam, bez mojego udziału. Pisząc o czymkolwiek wyrażam przecież swoje poglądy i swoje widzenie danych spraw.

Odpowiedź autora podoba mi się. Bez owijania w bawełnę Ziemiański mówi jak jest. Mimo, że jest utalentowanym artystą, nie przypisuje sobie zbyt wiele. Ziemiańskiego polubiłam po przeczytaniu "Achai",  którą do dziś uważam za wspaniałą książkę. Mimo, że nie przepadam za science fiction i fantasy, myślę, że w przyszłości sięgnę po jakąś pozycję tego autora.

Co polecacie?

Em.

piątek, 6 grudnia 2013

Mark Twain #11

źródło obrazka: poznan.naszemiasto.pl

"Spraw, aby każdy dzień miał szansę 
stać się najpiękniejszym dniem twojego życia".

Mark Twain

poniedziałek, 2 grudnia 2013

"Joe Black"


"Joe Black"

Tytuł oryginalny: "
Meet Joe Black"
Gatunek:
melodramat, fantasy

Produkcja: Stany Zjednoczone
Data premiery na świecie: 2 listopada 1998
Data premiery w Polsce: 1 stycznia 1999 
Czas trwania: 181 min.
Reżyseria: Martin Brest
Scenariusz: Ron Osborn, Jeff Reno, Kevin Wade, Bo Goldman
Główne role:
Brad Pitt, Anthony Hopkins, Claire Forlani, Jake Weber
Muzyka: Thomas Newman
Zdjęcia: Emmanuel Lubezki
Scenografia: Robert Guerra, Leslie Bloom, Dante Ferretti
Kostiumy: Aude Bronson-Howard
Montaż: Joe Hutshing, Michael Tronick
Produkcja: Martin Brest
Wytwórnia: City Light Films Universal Pictures
Dystrybucja: Universal Pictures
Budżet: 90 mln $

A co by się stało, gdyby Śmierć zrobiła sobie wolne? Czym by się zajęła, gdyby jej dni nie wypełniało uśmiercanie, przeprowadzanie ludzi na drugą stronę? Jak by się czuła w ludzkiej skórze? Czy zrozumiałaby choć trochę na czym polega śmiertelność i jak trudno jest ją zaakceptować? Jakby wyglądał świat?

źródło obrazka: www.filmweb.pl

Film wyreżyserowany przez Martina Brest’a opowiada właśnie taką historię. Historię, w której Śmierć gra pierwsze skrzypce, w której z biegiem czasu staje się czującym człowiekiem. Zaczyna być ludzka. Nie wykonuje już bez namysłu kolejnych zadań, zleceń. 

Śmierć wciela się w ciało młodego chłopaka, który zginął potrącony przez samochód. Zaczyna uczyć się żyć. Do tego potrzebny jest jej przewodnik. Wybiera sobie William'a Parrish’a (Anthony Hopkins), milionera, właściciela wielkiej firmy - aby oprowadził ją po tajnikach ludzkiego życia, aby je poznać i być może zrozumieć. Gdy Śmierć zakończy zwiedzania świata, czas Williama dobiegnie końca - mężczyzna umrze.
Ciekawy jest pewien zabieg, który zastosowali twórcy filmu. Śmierć nie jest przedstawiona jako przerażający upiór. Jest przystojnym mężczyzną, który ma dylematy, wątpliwości.

źródło obrazka: www.filmweb.pl

Śmierć staje się tytułowym Joe Black’iem (Brad Pitt). William nie mając wyjścia wprowadza go w swoje życie – rozmawia o własnej firmie, zapoznaje ze znajomymi, przedstawiając go jako swojego przyjaciela. Niestety nie przewidział, że Joe z wzajemnością zakocha się w jego ukochanej córce - Susan Parrish (Claire Forlani). William stara się więc zniechęcić ją do Joe, by w przyszłości nie cierpiała, gdy Black będzie musiał odejść, wrócić do poprzedniego życia. Czy kobieta oprze się dosłownie - nieziemskiej miłości?

źródło obrazka: www.filmweb.pl

„Joe Black” to film, który w ciekawy sposób opowiada o śmierci. William Parrish dostał szansę jakiej nikt z nas nie otrzyma. Wiedział, po spotkaniu z Joe, że zostało mu kilka dni życia, że niedługo odejdzie. Miał czas, którego w normalnym życiu brakuje, na pożegnanie się z bliskimi, na załatwienie i uporządkowanie wszystkich swoich ziemskich spraw. Mógł się po prostu częściowo na własną śmierć przygotować - piszę częściowo, bo sądzę, że nigdy nie jesteśmy na to całkowicie gotowi.

 źródło obrazka: www.filmweb.pl

"Joe Black" to remake filmu pod tytułem "Śmierć odpoczywa" ("Death Takes a Holiday") z 1934 roku. Ma znakomitą obsadę i ciekawą fabułę. Dodatkowo zachwycił mnie w pewnych fragmentach montaż np. podczas ukazywania zmęczonego William'a, który ma zawroty głowy, widz sam je odczuwa. Niestety akcja chwilami się rozmywa – film trwa ponad trzy godziny, a zakończenie - niszczy obraz całego filmu.

"Joe Black" to film dla osób, które lubią oglądać historie, w których świat rzeczywisty przeplata się z nadprzyrodzonym, fantastycznym, które zmuszają do refleksji nad własnym życiem.

Ocena: 6/10

Em.

piątek, 29 listopada 2013

"Jesienna miłość"


Tytuł: "Jesienna miłość"
Autor:
Tytuł oryginału: "A Walk to Remember" 
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Kategoria: literatura współczesna
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2007
Liczba stron: 208
Oprawa: miękka
ISBN: 9780553812977
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl


Dwie różne osoby – jedna wielka miłość. Brzmi banalnie? Mylisz się.

Rok 1958, małe miasteczko w Karolinie Północnej.

London Carter to uczeń ostatniej klasy szkoły średniej. Pochodzi z bogatej rodziny. Ojciec chłopaka marzy o tym, by jego syn poszedł na studia na najlepszy uniwersytet. Z kolei Jamie Sullivan to córka pastora. Nie jest lubiana w szkole. Nie wpisuje się w wizerunek „typowego nastolatka”. Nie imprezuje, na przerwach między zajęciami czyta Pismo Święte, które jest jej jedyną pamiątką po nieżyjącej matce. Pomaga dzieciakom z sierocińca. Jest bezinteresowna.

Zbliża się doroczny bal, na którym Landon musi się pojawić, ponieważ jest  przewodniczącym samorządu uczniowskiego. Nie ma jednak partnerki. Gdy okazuje się, że wszystkie dziewczyny zostały już zaproszone, London nie ma wyjścia – musi, obawiając się, że stanie się pośmiewiskiem, zaprosić Jamie i (o zgrozo!) pokazać się z nią.

Znajomość tych dwojga nie kończy się jednak na balu. Nastolatkowie spotykają się podczas przygotowań do odegrania bożonarodzeniowej sztuki napisanej przez ojca Jamie. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Nawet, gdy nie są fizycznie blisko siebie, myślami są tuż, tuż.

Trudno wyznać sobie po raz pierwszy uczucie. Zawsze istnieje jakaś niewidzialna bariera, która blokuje obydwie strony. Niestety, gdy Jamie i London ją pokonają okaże się, że przed nimi stoi kolejne wyzwanie. Wyzwanie, które wystawiło ich związek na próbę, która paradoksalnie go utrwali i wzmocni.

Język Sparksa lub tłumaczenie „Jesiennej miłości” nie jest doskonałe. Irytowały mnie wielokrotnie powtarzające się pewne zwroty. Mimo tych wad książka niesamowicie wciąga. Jest piękną opowieścią o prawdziwej, czystej, szczerej miłości. Chciałabym, żeby dzisiejsze nastolatki sięgały po takie historie, które je uwrażliwią, a nie po tanie romanse.

„Jesienna miłość” choć zbliża się do kresu, nigdy się nie skończy. Uczucia przetrwają. Jestem pewna, że nie opadną jak jesienne liście.

P.S. Przygotujcie sobie chusteczki.

Ocena: 7/10

Em.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Arystoteles #10

źródło obrazka: google.pl

"Nie chowaj nienawiści po wieczne czasy 
- ty, który sam nie jesteś wieczny".

Arystoteles

środa, 20 listopada 2013

Wywiad z Niną Reichter

źródło obrazka: www.lubimyczytac.pl

Nina Reichter jest pisarką literatury kobiecej i młodzieżowej. Zadebiutowała w ubiegłym roku pierwszym tomem trylogii "Ostatnia spowiedź". Historia miłości rockmana i tajemniczej Amerykanki pierwotnie była pisana przez autorkę na blogu, a po wydaniu w wersji książkowej szybko zyskała status bestsellera.

Niedawno autorka wydała drugą część "Ostatniej spowiedzi". W ramach jej promocji. Nina Reichter wzięła udział w akcji zorganizowanej przez portal lubimyczytac.pl i odpowiedziała na pytania Czytelników. Wśród pytań znalazło się kilka zadanych przeze mnie, które zaprezentuję Wam wraz z odpowiedzią autorki.

Czy wierzy Pani w nieuchronność losu? W to, że ktoś, gdzieś, kiedyś zaplanował nasze życie, że drogi określonych ludzi po prostu musiały się skrzyżować, że stanie się tak, a nie inaczej? Czy wręcz przeciwnie – czuje się Pani kreatorem własnego losu? Wierzy Pani w przypadek czy przeznaczenie? 

Czy wierzę w przeznaczenie? Z jednej strony nie, a z drugiej (tu analiza zbiegów okoliczności w życiu niżej podpisanej) – nie wiem. Gdyby podejść do przeznaczenia jako do braku konieczności dokonywania wyborów, to się od tego odżegnuję. Uważam, że najważniejsze jest to, aby wyrobić w sobie poczucie kontroli nad własnym życiem – chociażby to miało okazać się złudnym przeświadczeniem. Jeżeli je w sobie wyrobimy, przestaniemy marzyć, natomiast zaczniemy działać. Z marzeń pozostawionych samym sobie powstają niespełnione ambicje, z działań – osiągnięte cele. Skłaniam się więc ku kreowaniu losu nakładem pracy. Jednak w kwestii przypadkowych spotkań, zbiegów okoliczności mających znamienne konsekwencje, i innych, czasem niewytłumaczalnych spraw, które wpływają na nasze życie – tak, wierzę, że może stać za tym jakiś rodzaj planu. Niestety ten plan możemy dostrzec dopiero patrząc wstecz. 
 
„Miłość, zazdrość, show-biznes. Ostatnia spowiedź. Poczuj, jak kocha ten, którego kochają tysiące…” – to zdania, które reklamują Pani książki. Jak chciała Pani, by czytelnik je odebrał?

Bardzo dosłownie. Myślę, że w tomie drugim jest scena, w której czytelnik czuje to dość namacalnie;) 

Gdybym przeczytała sam opis powieści Niny Reichter prawdopodobnie nie skusiłabym się, by ją przeczytać - to nie moja czytelnicza bajka. Jednak odpowiedzi autorki oraz świetne recenzje jej książek sprawiają, że chyba znajdę czas, by zapoznać się z jej twórczością.

Em.

niedziela, 17 listopada 2013

"Cała prawda o..."


Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik  
Wydawnictwo: Mira  
Data wydania: 5 czerwca 2013  
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
 
ISBN: 9788327601612  
Źródło okładki: www.harlequin.pl 

„Nie ma znaczenia, ile masz lat, czym się zajmujesz, ile zarabiasz  
- i tak możesz wylądować na dnie”.

„Cała prawda o...” to książka, w której Ilona Felicjańska ukazuje wszystkie swoje oblicza. Zdejmuje po kolei różne maski, by pokazać Czytelnikowi swoją prawdziwą twarz bez wykreowanego przez media wizerunku. Staje się dla odbiorcy już nie tylko modelką znaną z kolorowych gazet, ale również matką, żoną, kochanką, osobą uzależnioną, która wydawać by się mogło wreszcie odnalazła swoją drogę i nareszcie stała się pewną siebie, szczęśliwą kobietą.

Ilona Felicjańska to kobieta, która wychowywała się bez ojca, czym tłumaczy późniejsze związki z dużo starszymi mężczyznami. W 1993 roku otrzymała tytuł II wicemiss Polonia, mimo, że jak zapewnia była dziewczyną zakompleksioną z zachwianym poczuciem własnej wartości. Chodziła w pokazach Calvina Kleina, Pierrea Cardina, Teresy Rosati, Macieja Zienia, czy też modowego duetu Paprocki&Brzozowski. Modelka, mimo wady wymowy, pracowała przez kilka lat w telewizyjnym programie „Na każdy temat”, w którym jak sama podkreśla nie mogła rozwinąć skrzydeł, bo stanowiła tylko i wyłącznie atrakcyjny dodatek. Wyszła za mąż za bogatego mężczyznę, którego wydawało jej się, że kochała, ale z którym relacja była dość specyficzna – bez rozmów, wspólnych rozważań, planów. Myślała, że złapała Pana Boga za nogi, że uda jej się z dziewczyny z biednego domu, stać kimś innym, być może lepszym, z większymi perspektywami. Następnie przez alkohol, stała się niestabilną emocjonalnie matką. Przez wiele lat modelka prowadziła również fundację „Niezapominajka”, która pomogła wielu ciężko chorym dzieciom. Oprócz tego jest osobą uzależnioną, którą alkohol i sytuacja życiowa doprowadziła do próby samobójczej.

W książce Felicjańska zapewnia, że zawsze żyła problemami innych i nigdy nie umiała dzielić się, opowiadać o własnych. Nadszedł jednak moment, w którym modelka musiała przewartościować swoje życie i na nowo wszystko poukładać. Zdecydować, co jest ważne, co najważniejsze, a co powinno być tylko sprawą drugorzędną.

O wypadku samochodowym, który spowodowała Felicjańska pod wpływem alkoholu słyszał chyba każdy. Wielu ludzi oceniło tę kobietę i przekreśliło ją raz na zawsze. Ilona Felicjańska w książce opowiada o znanych z show biznesu ludziach, którzy po wypadku odwrócili się od niej, którzy nie chcieli się z nią publicznie pokazywać, bo twierdzili, że może to zaszkodzić ich wizerunkowi. W jej przypadku powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” stało się wyjątkowo trafne. Felicjańska w książce charakteryzuje show biznes. Związek z mediami nazywa toksycznym, bo mogą pomóc się wypromować, ale również zniszczyć nieprawdziwymi informacjami.

Ilona Felicjańska popełniła wiele błędów. Jednym z najpoważniejszych było prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, ale również później nie udało jej się uniknąć upadków. Zaczęła zajmować się zbyt wieloma rzeczami naraz i nie doprowadzać ich do końca np. otwierała klinikę odwykową i sklep z perłami.
Modelka opowiada również o mechanizmach, które kierowały nią jako osobą uzależnioną. Alkohol, do którego napisała kiedyś list zaczynający się od słów „Drogi Przyjacielu”, kierował nią. Problemy i smutki topiła w nim. Gdy nie miała się komu wygadać – on zawsze czekał. Czekał i przyciągał wołając, by raz jeszcze się mu zwierzyła. Najtrudniejsze w terapii jest, jak twierdzi modelka, przyznanie się przed samym sobą, że ma się problem i potrzebuje się pomocy. Felicjańska opowiada o tym, jak wiele razy trzeba upaść, jak wiele razy trzeba zaczynać od nowa, by w końcu się udało wygrać z nałogiem, by w końcu stabilnie stanąć na nogach i nie poruszać się chwiejnym krokiem.

„Cała prawda o...” to książka napisana w formie wywiadu rzeki. Pytania zadawała dziennikarka, redaktor naczelna pisma „Miasto Kobiet” – Aneta Pondo. Książka została podzielona na wiele rozdziałów. W każdym z nich kobiety rozmawiają o poszczególnych etapach i decyzjach w życiu modelki. Mimo, że „Cała prawda o...” porusza trudne tematy z życia Felicjańskiej to pozycja, którą czyta się niezwykle szybko. Napisana jest prostym językiem, który ułatwia lekturę.

Jak już wspomniałam Ilona Felicjańska prowadziła fundację „Niezapominajka”, co do której pozostały zarzuty o niezłożony bilans roczny i obawy wielu osób, które wpłacały pieniądze na fundację, czy na pewno trafiły one do potrzebujących. Modelka twierdzi również, że nie pamięta jakiej wysokości są jej długi. Wyraźnie we fragmentach związanych z pieniędzmi nabiera wody w usta. Mówi, że nie ma pieniędzy na zaległe bilanse, że składając je musiałaby zapłacić urzędowi skarbowemu 600 złotych, a ich po prostu nie ma. Z drugiej strony w późniejszym fragmencie książki, gdy opowiada o swoim stylu wspomina o zabiegach, które wykonuje. Miała wstrzyknięty kwas hialuronowy w bruzdy koło ust, laserowo usuwała przebarwienia na twarzy, zrobiła również kriolipolizę (zamrożenie komórek tłuszczowych), oraz regularnie poddaje się botoksowi. Dość złożona pielęgnacja własnego ciała i rzekomy brak pieniędzy na pokrycie zaległości z pracy fundacji jest dość niespójny.

Ilona Felicjańska zapewnia, że zawiodła się na religii. Uważa, że powinno się żyć przede wszystkim z myślą o sobie, a nie z przekonaniem, że trzeba nadstawiać drugi policzek. Trudno mi się z tym zgodzić. Bycie egoistą nie jest zaletą. Wyobraźmy sobie tylko, jak przerażająco wyglądałby świat, społeczeństwa, gdyby każdy myślał tylko o sobie. Troska o drugiego człowieka powinna cieszyć i dawać siłę, a nie być źródłem udręki.

Chwilami wydaje mi się, że Felicjańską po przejściach cechuje pycha. Uważa, że wszyscy powinni ją podziwiać i szanować za to, że udało jej się wyjść z nałogu. To prawda, ale nie przesadzajmy. Udało jej się przejść długą drogę z wieloma zakrętami, ale nie możemy zapominać o tym, co się wcześniej stało. Wypadek samochodowy mógł się przecież skończyć w zupełnie inny sposób – dużo gorszy. To naprawdę nieodpowiedzialne wsiadać za kierownicę „pod wpływem” i nic tego nie tłumaczy. Ilona Felicjańska miała szczęście w nieszczęściu, że nikomu nie wyrządziła wtedy krzywdy. Uważam, że osoby uzależnione, którym udaje się stanąć na nogi powinny iść przez życie wyprostowane, ale nie zadzierać nosa, nie wyolbrzymiać swoich dokonań i nie mieć wiecznych pretensji do ludzi, za to jak je postrzegają. Ilona Felicjańska popełniła błąd, który ludzie zapamiętali. Powinna się z tym pogodzić.

„Cała prawda o...” to książka, którą trudno mi ocenić, bo jest to opowieść o prawdziwym życiu niepozbawionym porażek, upadków. Z wieloma stanowiskami Ilony Felicjańskiej się nie zgadzam, wielu nie mogę zrozumieć, zaakceptować, ale jedno jest pewne – modelka daje przykład, że osoba uzależniona może wyjść z nałogu i że nawet po bolesnym upadku można powstać, odnaleźć sens i docenić to, co się ma.

Ocena: 5/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi: 
 

Em.

piątek, 15 listopada 2013

Honoriusz Balzak #9

źródło obrazka: www.fotopolis.pl

"Człowiek mniej jest nieszczęśliwy, gdy nie jest nieszczęśliwy sam".

Honoriusz Balzak

wtorek, 12 listopada 2013

"Cyrk motyli"


"Cyrk Motyli"

Tytuł oryginalny: „
Butterfly Circus"
Gatunek: krótkometrażowy
Produkcja: Stany Zjednoczone
Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 23 min.
Reżyseria: Joshua Weigel
Scenariusz: Joshua Weigel, Rebekah Weigel
Główne role: Nick Vujicic, Eduardo Verástegui, Doug Jones
Muzyka: Tim Williams

Zdjęcia: Brian Baugh
Kostiumy: Klyomi Hara
Montaż: Chris Witt
Budżet: 90 000 $

"Cyrk Motyli" to film krótkometrażowy z 2009 roku. Przedstawia grupę cyrkowców, którzy podróżują wraz z właścicielem Cyrku Motyli panem Mendezem (Eduardo Verástegui) i w różnych zakątkach Ameryki pokazują swoje występy, swoje show. Jednak to nie oni są najważniejsi. Film tak naprawdę opowiada historię Will’a (Nick Vujicic) – mężczyzny bez rąk i nóg, który występuje w cyrku Pete’a Robinsona jako jeden z dziwolągów, jako wybryk natury, jako człowiek, którego opuścił sam Bóg.

 źródło obrazka: www.stacja7.pl

Artyści z Cyrku Motyli pewnego dnia za namową małego chłopca Sammego (Connor Rosen) odwiedzają konkurencję. Tam też spotkają się z Willem – mężczyzną bez kończyn. Zobaczą, że jest on traktowany jako eksponat, jako dziwadło, które nie ma uczuć, z którego można się śmiać, poniżać i pozbawiać godności. Moment poznania Willa z Mendezem oraz resztą artystów z Cyrku Motyli okaże się kluczowy dla dalszych losów mężczyzny.

źródło obrazka: www.youtube.com

Will przechodzi ogromną przemianę – od człowieka, który jest pogodzony z własnym losem, który nie chce walczyć o lepsze życie, aż do osoby, która bierze życie za rogi i zaczyna akceptować siebie, swoje niedoskonałości i doceniać to, co ma. Czasami do takiej przemiany potrzebny jest tylko jakiś bodziec – być może dobre słowo innego człowieka, jakiś gest, a czasami wstrząs. Film pokazuje, że warto wierzyć w ludzi, warto wierzyć w siebie. Warto być zmotywowanym i ambitnym i po każdym upadku otrzepywać się i wstawać.

źródło obrazka: 104filmy.pl

"Cyrk motyli" wygrał wiele nagród między innymi: Clint Eastwood Filmmaker Award, Best Short Film & Crystal Heart Award, Heartland Film Festival oraz Cinematic Achievement Award, Thess International Short Film Festival. Główną rolę w filmie zagrał Nick Vujicic, który napisał książkę „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”.

 źródło obrazka: www.miastojaslo.pl

"Cyrk motyli" to wzruszająca historia ukazująca, że każdy z nas jest wartościowym człowiekiem, który zasługuje na szacunek i miłość. Choć trwa niecałe pół godziny wielokrotnie zmusza do płaczu ukazując bezradność i niesprawiedliwość, której nie można zaakceptować. Każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy i niepowtarzalny. Nigdy nie wolno się poddawać. Nigdy. Nie przegrało, nie zmarnowało się życia, póki jest się ciągle w grze, póki się oddycha. Warto zmieniać swoje życie na lepsze. Należy skupiać się na swoich zaletach, a nie dostrzegać same wady. Pozytywne nastawienie do życia stanowi klucz do osiągnięcia sukcesu. To my, we własnych głowach, stwarzamy sobie granice. Zniszczmy je. Zburzmy. Należy pozbyć się więzów ograniczeń i być wolnym jak tytułowy motyl, bo to daje szczęście.

Ocena: 10/10

Em.

czwartek, 7 listopada 2013

"Życie Pi"


Tytuł: "Życie Pi"
Autor:
Tytuł oryginału: "Life of Pi" 
Tłumaczenie: Zbigniew Batko
Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 2003
Liczba stron: 344
Oprawa: twarda 

ISBN: 9788324003266 
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"Życie Pi" to opowieść nieprawdopodobna, opowieść wydawać by się mogło, która nie ma prawa się zdarzyć. A jednak - choć sama się sobie chwilami dziwię, gdy spojrzę realistycznym okiem na historię napisaną przez Yann Martela - uwierzyłam w nią i przez chwilę stałam się jej częścią.

Powieść opowiada historię szesnastoletniego, hinduskiego chłopca – Piscine "Pi" Patela. Jego rodzina prowadzi ogród zoologiczny. Pewnego dnia z przyczyn politycznych, trudnej sytuacji w Indiach, postanawia go sprzedać i zacząć nowe życie w Kanadzie. Niektórym niestety nie będzie to dane.

Na drodze do lepszego świata, na statku, którym płynęła rodzina Pi oraz kilka zwierząt z ogrodu zoologicznego, dochodzi do wybuchu. Po krótkim czasie statek zatonął. Pi jest jedynym człowiekiem, ale nie jedyną istotą, która ocalała. Chłopiec staje w obliczu ogromnej tragedii i niebezpieczeństwa. Nie tylko stracił najbliższych sobie ludzi, ale znalazł się w szalupie z tygrysem bengalskim – Richardem Parkerem.
"Bliska śmierć jest czymś strasznym, ale jeszcze gorsza jest śmierć odroczona w czasie na tyle, żeby człowiek mógł uprzytomnić sobie, jaki był dotąd szczęśliwy i ile go jeszcze czekało szczęśliwych chwil. Widzi się wtedy z całą jaskrawością wszystko, co się traci".
Przez 217 dni Pi dryfuje po Oceanie Spokojnym. Strach, obawa, smutek, żal to emocje, które mu towarzyszą. Ten szesnastoletni chłopiec musi zadbać o wszystko. Zapewnić pożywienie i wodę pitną nie tylko dla siebie, ale również dla Richarda Parkera. W innym przypadku bengalski tygrys mógłby zacząć szukać pożywienia na szalupie i w krótkim czasie zagroziłby Pi.
"Jesteśmy tak silni jak nasze najsłabsze ogniwo".
Chłopiec żyjąc przez 217 dni na szalupie z Richardem Parkerem zawierza swoje życie Bogu. Bogu, którego Pi od momentu, gdy go poznajemy, postrzega bezwyznaniowo. Wierzy, że jest po prostu dobrą istotą, kochającą ludzi.
"Tacy jak ja walczą, walczą, walczą do końca. Walczą, nie bacząc na koszty, na ponoszone straty, na znikome prawdopodobieństwo powodzenia. Walczą do samego końca. Nie jest to kwestia odwagi, ale cecha organiczna, niezdolność do zaniechania. A być może tylko zwykła, głupia żądza życia".
Richard Parker paradoksalnie pomaga Pi przetrwać. Jest taki moment, w którym chłopak stracił motywację i nadzieję i stanął w obliczu beznadziei, gdy wydawało mu się, że nie ma najmniejszych szans na ratunek, gdy opadł z sił i był blisko śmierci. Wtedy to właśnie Richard Parker, swoją obecnością, obudzi chłopca z marazmu, w który wpadł. To tygrys stanie się powiernikiem Pi. To obecność tego dzikiego zwierzęcia będzie zmuszała chłopca do codziennej walki o przetrwanie. Mimo, że tygrys stanowi zagrożenie dla Pi, staje się jego przyjacielem. Staje się kimś, kto mu towarzyszy w najgorszych dla niego chwilach, kimś kto chroni go przed samotnością i zmusza go do działania. Pi radzi sobie z Richardem Parkerem dzięki wiedzy, którą zdobył w rodzinnym ZOO. Mimo to, tygrys do końca pozostanie dzikim, nie do końca ujarzmionym zwierzęciem z instynktem, bez wyższych uczuć. 
Bardzo symboliczna w obliczu całej historii stanie się drastyczna lekcja, którą dał Pi i jego bratu, ojciec chłopców, przed wyjazdem z Kanady. 
" - A czy opowiadanie o czymś za pomocą słów (...) nie jest samo w sobie wymyślaniem? (...) Słowo samo w sobie nie ma jednego określonego znaczenia. Jego znaczenie zależy od tego, jak je rozumiemy, prawda? Rozumiejąc coś w określony sposób nadajemy temu czemuś znaczenie. Czy wobec tego życie nie jest rodzajem opowieści?".
"Życie Pi" to opowieść, o tym jak wiele człowiek jest w stanie zrobić, by przetrwać - jak bardzo może się zmienić i szybko dostosować do obecnej sytuacji, ile barier i granic jest w stanie przekroczyć, by choć przez chwilę poczuć się bezpiecznym. Yann Martel opowiada również jak chwiejny, egoistyczny i niestały jest człowiek w swoich postanowieniach, systemie wartości, gdy w oczy zagląda mu niebezpieczeństwo, a zaraz za nim śmierć oraz jak krucha jest granica między rzeczywistością a wyobraźnią.

Ocena: 8/10

Em.

piątek, 1 listopada 2013

Dzień Wszystkich Świętych

źródło obrazka: www.google.pl

1 listopada to dzień zadumy. To dzień, w którym chcę porozmyślać i zwolnić tempo, w którym wspominam przede wszystkim bliskich mi ludzi, którzy już odeszli. Zastanawiam się jak bardzo mi ich brakuje i przypominam sobie wspólnie spędzone chwile, ich opowieści, uwagi, rady. Myślę również o znanych ludziach, którzy nie zmienili, nie wpływali tylko na moje życie, ale na całą otaczającą nas rzeczywistość. Myślę o tym, jak wiele zmienili, jak wiele zrobili dla ludzi i jak bardzo żałuję, że już nie mogą podzielić się swoimi pomysłami dotyczącymi przyszłości z żyjącymi.

 źródło obrazka: napulpit.com

Z upływem czasu i życiem ludzkim kojarzy mi się obraz Salvadora Dali „Trwałość pamięci”. Czas biegnie nieubłaganie, ale to czy właściwie go wykorzystam, czy zmarnuję - zależy tylko ode mnie. Ludzie lubią się usprawiedliwiać, tłumaczyć, narzekać. Czas może przepływać przez palce, rozpływać się (jak na obrazie), zanikać, ale z drugiej strony może również być go wystarczająco dużo, by wykonać wszystkie zaplanowane czynności. Wiele można zyskać dzięki dobrej organizacji.

Czas to rzeka, która nieustannie płynie. A człowiek to wrzucony w nią mały kamyczek, który jest zbyt słaby, by móc nie poddać się jej nurtowi. Człowiek moim zdaniem na codzień nie zdaje sobie sprawy ze swojej śmiertelności. Gdyby liczył się z tym, że w każdej chwili jego życie może się zakończyć, bardziej by je doceniał.

Życie to najcenniejszy dar. Każdy z nas chciałby żyć jak najdłużej, ale w gruncie rzeczy nie to jest najważniejsze. Najważniejszym jest by udało się nam za naszego życia spełnić swoje marzenia, czuć się spełnionym człowiekiem, by umierając miało się świadomość, że wycisnęło się życie jak cytrynę i pomarańczę. I choć czasami, tak jak smaki tych owoców, było kwaśno albo słodko, czuć, że wykorzystało się w życiu każdą okazję, każdy rok, miesiąc, tydzień, godzinę, minutę, czy sekundę istnienia, bo żadna z nich już nigdy się nie powtórzy.

Zawsze i nigdy to dwa najbardziej przerażające słowa, które znam. Oba związane są z pojęciem czasu – bezsprzecznie zamykają jakąś drogę, coś przekreślają.


Em.

środa, 30 października 2013

Karol Dickens #8

źródło obrazka: www.wspolczesna.pl 

"Ważne jest nie to, co możemy zrobić,
lecz to, co zrobić musimy".

Karol Dickens

wtorek, 29 października 2013

Wywiad z Krzysztofem Piskorskim

źródło obrazka: kultura.onet.pl

Krzysztof Piskorski to polski pisarz, autor fantastyki, tłumacz i twórca gier fabularnych. Zadebiutował pisarsko wydając powieść "Wygnaniec" w 2005 roku. Został dwukrotnie nominowany do nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Otrzymał złote wyróżnienie nagrody im. Żuławskiego. Jest laureatem europejskiej ESFS Encouragement Award.
Portal lubimyczytac.pl zorganizował akcję, w której użytkownicy serwisu mogli zadać autorowi pytania. Administratorzy wybrali ich zdaniem najciekawsze i przesłali je Krzysztofowi Piskorskiemu. Wśród pytań znalazło się jedno zadane przeze mnie, które zaprezentuję Wam wraz z odpowiedzią autora .

Studiował Pan archeologię i informatykę. Interesuje się Pan historią i żeglarstwem. Tworzył Pan gry komputerowe. Jest Pan pisarzem. Z którym z tych zajęć utożsamia się Pan najbardziej? Jak Pan siebie definiuje? Czy na pierwszym miejscu stawia Pan pisanie, czy inne zajęcia?

Jestem przede wszystkim pisarzem.

Złośliwie można powiedzieć, że to dlatego, bo pisanie książek to jedyna rzecz, którą potrafię robić całkiem nieźle. Ale myślę, że prawdziwy powód jest inny. Praca czy inne zajęcia zawsze kiedyś się kończą – wracamy do domu, albo zajmuje nas nowe hobby. Natomiast pisarzem jest się przeważnie dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez całe życie. W tramwaju, w biurze, nawet śpiąc – cały czas myśli się o fabułach, dialogach, obraca w głowie różne pomysły...
 
Krzysztof Piskorski w 2013 roku wydał nową książkę pt. "Cienioryt". Słyszeliście o niej? Zamierzacie przeczytać, a może jesteście już po lekturze? Jakie są Wasze opinie? Muszę przyznać, że ciekawa odpowiedź Krzysztofa Piskorskiego na moje pytanie, sprawiła, że jestem zaciekawiona tą pozycją.

Em.

piątek, 25 października 2013

poniedziałek, 21 października 2013

"Okruchy dnia"


Tytuł: "Okruchy dnia"
Autor:
Tytuł oryginału: "The Remains of the Day" 
Tłumaczenie: Jan Rybicki
Kategoria: literatura piękna  
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 8 sierpnia 2008
Liczba stron: 306
Oprawa: twarda
 
ISBN: 9788373596870
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro to jedna z pozycji, które znalazły się na liście 100 książek BBC, które należy przeczytać. Ten spis daje jeśli nie pewność, to przynajmniej obietnicę, że znajdujące się w nim książki są dobre. A ponieważ dodatkowo chciałam zapoznać się z jakąś refleksyjną pozycją, wybrałam właśnie "Okruchy dnia".

Powieść japońskiego autora przedstawia losy Stevensa, angielskiego kamerdynera, dla którego sprostanie obowiązkom domowym stanowi wyzwanie życia. Najważniejsze dla niego jest dobro chlebodawcy. Nie myśli o sobie. Z każdą upływającą chwilą rozmyśla, czy dane przyjęcie jest dobrze przygotowane, czy cała służba wie, co ma robić, czy wystąpią jakieś kłopoty, co jest stosowne, a co nie. Bardzo ważne jest dla niego, by zyskać "godność licującą ze stanowiskiem" i zasłużyć na miano wielkiego kamerdynera. Służenie pracodawcy wypełnia każdy skrawek jego istnienia. Celem jego myśli i czynów jest sprostanie wymaganiom. Stevens pragnie, by Darlington Hall było postrzegane jako idealnie zarządzana i prowadzona angielska posiadłość, w której służył najpierw lordowi Darlington a po jego śmierci panu Faraday.
"Oczywiście prawda jest taka - rzekłem po chwili - że to lordowi Darlingtonowi dałem z siebie wszystko. Dałem mu z siebie wszystko, co miałem najlepszego, a teraz, no cóż, okazuje się, że nie mam już wiele do zaofiarowania".
Całą historię poznajemy z perspektywy wspomnianego Stevensa, który jest perfekcjonistą w każdym calu. Oprócz tego cechuje go angielska powściągliwość i dystyngowanie. Stevens nie jest spontaniczny. Jest służbistą. Pewnego dnia w 1958 roku kamerdyner wyjeżdża na krótki urlop, podczas którego będzie rozmyślał o swoim życiu, o przeszłości - dokona retrospekcji. Opowie nam o politycznych gościach w Darlington Hall, o spotkaniach na szczycie, o tym, że na jego oczach zapadały kluczowe dla  świata polityczne decyzje. 

Praca zawładnęła Stevensem bez reszty. Oddał jej siebie. Zaważyła na kluczowym momencie w relacji kamerdynera z ojcem, dla którego po prostu nie miał czasu w bardzo ważnej chwili. Perfekcjonizm zabrał Stevensowi szansę na normalne relacje z innymi ludźmi. Kamerdyner jest człowiekiem wyjątkowo zamkniętym w sobie. Nie dostrzega, a być może nie chce dostrzegać, że ma tuż obok zakochaną w sobie kobietę - gospodynię pannę Kennton. Nie chce dopuścić do tego, by mógł być na gruncie prywatnym szczęśliwym człowiekiem. Spełnienie zawodowe, jest istotne, bo każdy lubi czuć się w czymś dobry i doceniony, ale nie powinno zaważyć na całym istnieniu, na całym życiu. Do czego może doprowadzić, jeśli tak właśnie się stanie? Będziemy perfekcyjni, ale nigdy nie poznamy uczuć wyższych takich jak miłość, przyjaźń, zaufanie, czy troska, bo żeby coś dostać trzeba dać innym coś od siebie - chwilę uwagi, miły gest, dobre słowo.

"Okruchy dnia" to powieść, która ma specyficzny rytm narracji, do którego po prostu należy się przyzwyczaić. Na początku to specyficzne tempo opowieści Stevensa stanowiło dla mnie barierę nie do przebicia, a następnie stało się czymś, co wciągnęło mnie bez reszty.

Powieść Kazuo Ishiguro ukazuje człowieka, który wybrał niewłaściwą drogę życia. Czasu nie da się cofnąć. Stevens bezpowrotnie stracił szansę na szczęśliwą młodość i być może na spełnienie na gruncie prywatnym. Człowiek tak głęboko ukształtowany, który ma tak głęboko zakorzeniony system wartości i uważa, że celem jego istnienia jest lojalność wobec chlebodawcy i godność kamerdynera, chyba nie ma szans na zmianę. Stevens to drobiazgowy perfekcjonista. To wrak człowieka, który niestety nie odczuł, nie dotknął w życiu tego, co najważniejsze. Nie cieszył się obcowaniem z drugim człowiekiem. Jest zaledwie szkicem, czarno-białym szkicem, którego życie bezpowrotnie zostało pozbawione kolorów. Czy Stevens to zrozumie? Czy uda mu się naprawić błędy przeszłości? Czy zacznie od początku? Dajcie się porwać historii Kazuo Ishiguro.
"Być może zatem należałoby zastanowić się nad jego radą, bym przestał tak bardzo spoglądać w przeszłość, bym przyjął bardziej pozytywny punkt widzenia i starał się jak najlepiej wykorzystać to, co mi jeszcze zostało z moich dni. Cóż bowiem można osiągnąć ciągłym grzebaniem się w przeszłości i oskarżaniem siebie samego o to, że w życiu nie powiodło się całkiem tak, jak można by sobie tego życzyć? (...) Po cóż zamartwiać się tym, co się zrobiło, czy nie zrobiło. Że życie przyjęło taki czy inny obrót?".
"Okruchy dnia" to książka, która przestrzega Czytelnika przed błędami mogącymi zaważyć na całym życiu, przed decyzjami, których się nigdy nie podjęło, przed tym, co się nie stało, a mogło się wydarzyć. Każdy człowiek jest panem własnego losu. To od niego zależy, jak będzie upływało jego życie. Warto czasem zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę, bo lepiej żałować, że się coś zrobiło niż do końca życia zastanawiać się, co by było gdyby.
P.S. Już nie mogę doczekać się momentu, w którym obejrzę ekranizację "Okruchów życia". A, że w rolę Stevensa wciela się Anthony Hopkins, jeden z moich ulubionych aktorów, jestem pewna, że nie będę tego odkładać w czasie.

Ocena: 7/10

Em.

środa, 16 października 2013

"John Q"

 źródło obrazka: filmweb.pl

"John Q"

Tytuł oryginalny: "
John Q"
Gatunek: dramat
Produkcja: Stany Zjednoczone
Data premiery na świecie: 15 lutego 2002

Data premiery w Polsce: 24 maja 2002 
Czas trwania: 116 min.
Reżyseria: Nick Cassavetes
Scenariusz: James Keams
Główne role:
Denzel Washington, Robert Duvall
Muzyka: Aaron Zigman
Zdjęcia: Rogier Stoffers
Scenografia: Thomas Carnegie
Montaż: Dede Allen
Produkcja: Mark Burg, Oren Koules
Wytwórnia: Warner Bros. Pictures
Dystrybucja: New Line Cinema, Evol

“John Q” to film opowiadający historię pewnej ubogiej, ale kochającej się rodziny. Mimo że mają poważne kłopoty finansowe Jonh Archibald (Denzel Washington) i jego żona Denise (Kimberly Elise) starają się związać koniec z końcem. Chcą zapewnić swojemu synkowi Mike'owi (Daniel E. Smith) normalne życie. Starają się, by nie widział dręczących ich problemów.

 źródło obrazka: filmweb.pl

Pewnego dnia, podczas gry w baseball Mike mdleje. Rodzice szybko zabierają synka do szpitala, w którym okaże się, że chłopiec ma poważną wadę serca. Konieczny jest przeszczep tego organu. Tylko udana operacja pozwoli Mike'owi żyć. Mimo to szpital nie chce jej wykonać, bo polisa, którą wykupił ojciec chłopca - John - nie pokryje jej kosztów.

 źródło obrazka: listas.20minutos.es

Sytuacja jest tragiczna. Rodzina Archibaldów nie ma pieniędzy. John został zmuszony do przejścia na pół etatu, bo obroty przedsiębiorstwa, w którym pracuje spadły. Szpital nie chce zoperować Mike'a, który na oczach rodziców z dnia na dzień słabnie. Co zrobić? Gdzie szukać pomocy, skoro nikt nie chce jej udzielić? I jak w krótkim czasie człowiek, który nie ma żadnych oszczędności ma zdobyć 75000 dolarów, które zapewnią jego synkowi życie? To jest właśnie jeden z niewielu przypadków, w którym tak po prostu  można je kupić. W tej sytuacji zdrowie i życie mają swoją cenę.

źródło obrazka: www.hotflick.net

Moim zdaniem Daniele wymaga od męża zbyt wiele. Wie jaka jest ich sytuacja życiowa, wie, że niewykonalnym jest zebranie w krótkim czasie 75000 dolarów na operację synka, a jednak karze mężowi działać. Wyżywa na nim swą frustrację. Rodzina nie trzyma się razem. Kobieta ma pretensje, że John nie umie uratować ich umierającego synka. Mimo, że przecież John jest w takiej samej sytuacji i powinien być równie bezradny jak Daniele znajduje z niej wyjście.

W obliczu zbliżającej się tragedii, śmierci Mike'a, John przejmuje inicjatywę. Barykaduje się na jednym z oddziałów szpitala, bierze zakładników i bronią terroryzuje lekarza, by początkowo wpisał jego syna na listę osób oczekujących na przeszczep, a następnie by zoperował jego dziecko.

źródło obrazka: filmweb.pl

John walczy nie tylko z samym sobą, z własną biedą, ale również z bezwzględnym, skazującym jego synka na śmierć systemem, dla którego ludzie nie są istotami, które czują i cierpią. Liczą się tylko pieniądze. Masz je? Będziesz żył. Nie masz? Giń. John nie gra fair terroryzując lekarza, ale czy z nim postępowano właściwie? Wzbudza sympatię i ma wsparcie u widza. Mężczyzna uciekł się do przemocy, bo nie widział innej szansy ratunku. Próbował prosić. Błagał. Na nic się to zdało. Do czego jest zdolny ojciec, gdy walczy o swoje dziecko? Wzruszające i przerażające w jednym.

źródło obrazka: www.taringa.net

„Jonh Q” to wspaniały film, który z jednej strony pokazuje jak wiele jest w stanie zrobić osoba, która kocha, a z drugiej jak okrutny i bezwzględny jest system zdrowia. Do tego świetny - bardzo wiarygodny Denzel Washington.
"John Q" to film, który zapamiętam do końca życia - wywołujący emocje i zmuszający do refleksji w jakim świecie tak naprawdę żyjemy, w jakiej znieczulicy i braku współczucia, w świecie, w którym  liczy się przede wszystkim mamona. Przygnębiające.

Ocena: 9/10

Em.

wtorek, 15 października 2013

piątek, 11 października 2013

"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)"


Tytuł: "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)"
Autor:
Tytuł oryginału: "Stalo sa prvého septembra (alebo inokedy)" 
Tłumaczenie: Tomasz Grabiński
Kategoria: literatura piękna  
Wydawnictwo: Słowackie Klimaty
Data wydania: 27 marca 2011
Liczba stron: 468
Oprawa: miękka
ISBN: 9788392805199
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl


"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)", czyli opowieść o tym jak spontaniczna gra przerodziła się w życiową rozgrywkę.

Powieść opisuje trzydzieści lat życia czwórki dzieci z Levic. Bohaterowie tej książki na jej łamach dorastają, z biegiem czasu podejmują ważne decyzje, po prostu lepiej bądź gorzej układają sobie życie. 

Węgier – Jan, Żyd – Gabriel oraz Czech – Peter przyjaźnią się. Każdy z nich ulokował uczucia w pięknej Słowaczce – Marii. Chłopcy nie chcieli ubiegać się o jej względy naraz, więc postanowili pierwszego września urządzić zawody pływackie, których zwycięzca będzie miał szansę na zdobycie dziewczyny. Te zawody sportowe będą nijako spajać książkę, ale również przyjaźń chłopców, którzy wraz z przekładanymi przez nas stronami, staną się mężczyznami.

Książka Rankova nie jest tylko opowieścią o dojrzewaniu, o miłości i przyjaźni. Jest również powieścią o polityce, o przemianach na szczycie w latach 1938 - 1968 w Europie Środkowej. Przynależność narodowa odgrywa znaczącą rolę w tej książce. Ukazuje niesprawiedliwość. Pokazuje coś, co nie zaskakuje, o czym wszyscy wiemy, że obywatelom danego kraju w danym czasie było zdecydowanie trudniej niż innym - z góry, bez żadnej weryfikacji, kto rzeczywiście jest bardziej pracowitym, odpowiedzialnym, dobrym człowiekiem.
Maria: „Męska bufonada. Dokładnie tak zawsze postrzegałam politykę. Męska bufonada i przekręcanie prawdy. Dlatego nigdy nie interesowałam się polityką. Tylko podczas wojny było inaczej. Granice między dobrem a złem były jasne i niepodważalne. Wtedy czyny miały sens".        
Książka „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” jest niewątpliwie o historii, ale stanowi ona jedynie tło opowieści Rankova, który postawił na pierwszym planie ludzi - ich sukcesy i porażki, ich nadzieje i rozczarowania, ich radości i spotykające nieszczęścia. To również powieść o utraconych szansach i rozbitych rodzinach. Rankov ukazuje jak wielki wpływ ma polityka i decyzje dobrze usytuowanych na życie zwykłych obywateli, dla których z przyczyn politycznych, ekonomicznych czy też społecznych trudno jest przeżyć każdy następny dzień.
„Pokręciłam głową: 
- Ale ja po prostu nie chcę emigrować. Ani teraz, ani potem. Będę żyć tutaj. 
- Czemu? – krzyknęli jednocześnie Jan i Peter.
- Bezsilnie rozłożyłam ręce.
- To jest moja ojczyzna. To jest ojczyzna? – wydarł się Jan. – To jest zadupie świata! Raz jest tu Czechosłowacja, potem Węgry, Słowacja, znów Czechosłowacja. Najpierw zajmują ją Niemcy, potem z kolei Rosjanie... To nie może być ojczyzna!".
Dzieciństwo Jana, Gabriela, Petera i Marii szybko przemienia się z sielskiego czasu na zależące od polityki chwile. Sytuacja zmienia się czasami z dnia na dzień. Dzieciaki, przeobrażają się na naszych oczach w młodzież, a następnie w dojrzałych ludzi, z któych każdy czego innego doświadczy, każdy ma inne poglądy polityczne i zdanie na określone tematy. Życie tych czworga nie ułoży się tak jakby tego chcieli, a mimo to będą umieli być szczęśliwi, doceniać dobre momenty i łapać wesołe chwile.

W opisywanej przeze mnie książce pojawiają się również śmieszne epizody. Zwłaszcza wtedy, gdy w losy bohaterów, słowacki pisarz, wplata historie opisujące zachowania autentycznych postaci historycznych znanych z czesko-słowackiej historii. Na łamach „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” można spotkać w niecodziennych, wyjątkowych sytuacjach Miklosa Hothy, Jozefa Tisa, Klementa Gottwalda czy Iwana Koniewa.

Każdy rozdział książki opisuje rok. W każdym z nich Gabriel, Peter i Jan będą chcieli zorganizować  zawody pływackie, które los cały czas odkłada w czasie. Czy w końcu uda im się zrealizować plan? Czy dowiedzą się, kto może się ubiegać o rękę Marii? Z biegiem czasu oczywiście te zawody nabierają innego znaczenia, stają się poniekąd symbolem przyjaźni czwórki bohaterów nękanych wielką historią. Jak potoczą się losy tych bohaterów?

Rankov w ostatnim rozdziale "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)" po raz pierwszy oddaje głos Marii. To z jej perspektywy obserwujemy świat. Ten rozdział stał mi się bliższy niż inne. Być może dlatego, że jestem kobietą i słuchałam opowieści drugiej kobiety o tym, co przeżyła, czego doświadczyła, kim tak naprawdę byli dla niej jej trzej przyjaciele. Maria podsumowuje to, czego byliśmy świadkami czytając książkę. Zarówno Jan, Gabriel jak i Peter byli dla niej ważni. Każdy z nich wpisał się w jej życie. Każdy dał jej coś od siebie. Trzej byli dla niej ważni. Z każdym mogła mieć inne życie.Maria podsumowuje ich wspólne losy pięknymi słowami, których niestety nie mogę przytoczyć, by nie psuć Wam okazji do poznania zakończenia tej historii.

Pavol Rankov zaskoczył mnie. Na łamach swej książki przedstawiał trzydzieści lat życia bohaterów. Ukazał ewolucję ich charakterów w sposób perfekcyjny. Nie był ani sztuczny, ani nachalny. Był prawdziwy.

„Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” Pavola Rankova to moje pierwsze spotkanie z literaturą słowacką i już wiem, że na pewno nie ostatnie. Szybko prowadzona akcja, doskonałe portrety różnych bohaterów, historia rozgrywająca się za ich plecami - czego chcieć więcej? I ta prosta, ale wiele mówiąca, symboliczna okładka. Szczerze polecam! Tak jak bohaterowie tej książki żegnali się z Marią, ja mogę powiedzieć do Rankova:
"Nie żegnamy się przecież na zawsze".
Ocena: 9/10

Em.