piątek, 28 lutego 2014

Cykl muzyczny! #2

źródło obrazka: http://zs1goworowo.pl/ 

Piosenka miesiąca - "Wkręceni (Nie ufaj mi)" LemON
W lutym, podobnie jak w poprzednim miesiącu, nie mam żadnych wątpliwości, co do piosenki, która zasłużyła na miano utworu miesiąca. Bezapelacyjnie wygrywa zespół LemON z piosenką, która promowała komedię "Wkręceni" w reżyserii Piotra Wereśniaka. Szczerze mówiąc w ucho wpadają mi wszystkie utwory wspomnianego zespołu, a wokal Igora Herbuta wywołuje emocje. W stosunku do tych Artystów jestem bezkrytyczna. To moja muzyka.


Odkrycie miesiąca - Pharrell Williams "Happy"
Piosenka Pharrella Williamsa ma tak optymistyczny ładunek - tekst, muzykę i wokal, że już jej pierwsze dźwięki wywołują u mnie uśmiech, wprowadzają promienie słońca w pochmurny dzień. Zdecydowanie powinno być więcej takich utworów!


Rozczarowanie - Lady Gaga "Applause"
Do niedawna było tak, że do czego Lady Gaga się nie dotknęła to stawało się hitem. Przykłady? "Poker face", "Paparazzi", "Just dance", "Bad romance" czy też "Telephone" w duecie z Beyonce. Obecnie sytuacja się zmieniła. Byłam naprawdę zaskoczona, gdy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę "Applause". Po jej usłyszeniu ręce nie składały mi się do oklasków.


Powrót do dawnych lat - Edyta Geppert "Nie żałuję"
Kocham piosenki z przejmującym tekstem. Szukam ich, ale w dzisiejszym świecie jest to coraz trudniejsze. Stawia się na łatwy refren i melodię, którą zapamiętają tłumy. Edyta Geppert w piosence "Nie żałuję" pokazuje klasę, prostotę, szlachetność. Wyśpiewuje poruszające słowa napisane przez Agnieszkę Osiecką. Jest to ponadczasowy, wielowarstwowy utwór, w którym każdy może odnaleźć przesłanie.


Wspomnienie Artysty - Whitney Houston "I have nothing"
11 lutego 2014 roku minęły dwa lata od śmierci Whitney Houston. Ta piosenkarka była wielką Artystką, która się zagubiła. Mimo, że po licznych życiowych turbulencjach postanowiła wrócić do muzyki ja cenię najbardziej jej utwory z początku kariery. "I have nothing" to piosenka, która mówi o tym, że tak naprawdę najważniejsze w życiu każdego człowieka powinny być uczucia, bo to właśnie one sprawiają, że możemy czuć się spełnionymi i szczęśliwymi.


Co u Was można było usłyszeć w lutym?

Em.

środa, 26 lutego 2014

"Dżihad kontra McŚwiat"


Tytuł: "Dżihad kontra McŚwiat"
Autor:  
Tytuł oryginału: "Jihad vs. McWorld" 
Tłumaczenie: Hanna Jankowska
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2007

Liczba stron: 483
Oprawa: twarda

ISBN: 83-7318-070-8
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl


"Dżihad kontra McŚwiat" to książka Benjamina R. Barbera, która pokazuje, że procesy globalizacyjne (McŚwiat) i tendencje separatystyczne (dżihad) oddziałują na siebie i wzajemnie się napędzają. Barber obawia się, że wspomniane siły zagrażają demokracji i prowadzą, a wręcz powodują anarchię. Zadaniem ludzkości według politologa jest walka o zachowanie demokratycznego porządku i rozbudowa społeczeństwa obywatelskiego.

Autor dokonał bardzo przejrzystego rozróżnienia między dżihadem a McŚwiatem. Dżihad jest związany z pojęciem "rasy" - wspólnotę tworzy zamknięty krąg ludzi, którzy wyznają te same wartości, mają podobny sposób myślenia oraz przeszłość. Dżihad czerpie z własnej inności. Chełpi się swoją wyjątkowością. Natomiast McŚwiat stawia na "duszę" każdego człowieka, na brak przynależności narodowej, na ujednolicenie i integrację. Stosunki, relacje międzyludzkie oparte są na dobrowolnej przynależności i umowie. Liczy się przede wszystkim dążenie do zysku.

Barber zwraca uwagę na to, że dżihad jest błędnie kojarzony tylko i wyłącznie z islamem. To zjawisko jest dużo szersze. Dotyczy środowisk, wspólnot zamkniętych, w których liczy się państwo narodowe, więzy krwi i lojalność klanowa, o czym już wspomniałam. Słowo "dżihad" funkcjonuje w użyciu jako coś negatywnego. Barber zauważa w nim pozytywną cechę. Twierdzi, że dobrze jest, gdy ludzie cenią tradycję swojego kraju i starają się ją szerzyć i pielęgnować. Dodaje jednak, że jest to właściwe zachowanie do czasu do kiedy nie wkracza w nie przemoc.

Dżihad i McŚwiat to dwie siły, które choć z definicji działają przeciwko sobie, tak naprawdę muszą współistnieć. W jednym z rozdziałów Barber zastanawia się nad zależnościami występującymi między dżihadem a McŚwiatem. Dochodzi do wniosku, że "McŚwiat nie ma innego wyjścia, jak obsługiwać Dżihad, a nawet ozdobnie go pakować i wystawiać na sprzedaż. (...) Ale Dżihad też byłby niczym bez McŚwiata, bo czymże jest kultura bez producentów, którzy potrafią ją sprzedać i bez systemu informacji i łączności, dzięki którym daje znać o sobie?".

"Dżihad kontra McŚwiat" to interesująca książka. Jednak moim zdaniem autor powołuje się na zbyt dużą ilość badań, sytuacji, zachowań znanych osób, czy też wzlotów i upadków wielkich korporacji. Chwilami czytelnik nie może się odnaleźć w natłoku informacji i zatraca główny wątek. Gubi się. Tonie w milionie przypisów i jeszcze większej ilości danych do przyswojenia. Uważam, że autor książki choć dobrze charakteryzuje zarówno świat opanowany przez dżihad jak i McŚwiat oraz wynikające z działania tych sił zagrożenia, powinien dokonać lepszego doboru informacji, na które się powołuje.

Ocena: 5/10

Em.

niedziela, 23 lutego 2014

czwartek, 20 lutego 2014

"Fish Tank"

źródło obrazka: www.filmweb.pl

"Fish Tank"

Tytuł oryginalny: "
Fish Tank"
Gatunek: psychologiczny
Produkcja: Wielka Brytania
Data premiery na świecie: 13 maja 2009
Data premiery w Polsce: 5 lutego 2010
Czas trwania: 124 minut
Reżyseria: Andrea Arnold
Scenariusz: Andrea Arnold
Główne role: Kierston Wareing, Katie Jarvis, Rebecca Griffiths 
Zdjęcia: Robie Ryan  
Produkcja: Nick Laws, Kees Kasander, Christine Langan, David M. Thompson
Budżet: 3 000 000 $

źródło obrazka: thefreestylelife.com 

"Fish Tank" to film o zbuntowanej, niezależnej nastolatce. 15letnia Mia Williams (Katie Jarvis) ma wiele problemów. Nie dogaduje się z osobami, z którymi mieszka - matką, nieustannie zmieniającą partnerów oraz z młodszą siostrą. Dodatkowo w jej życiu nie ma ojca. Jest skonfliktowana z całym otoczeniem. Odnajduje się jedynie w muzyce. Gdy tańczy nic się nie liczy. Zatraca się w odsłuchiwanym rytmie.

źródło obrazka: www.theguardian.com

Mia to awanturniczka. Przeklina, pali, próbuje podporządkowywać sobie całe środowisko. Mimo trudnego charakteru, nie jest do końca zepsutą dziewczyną. Ma plany. Jej największym marzeniem jest wzięcie udziału w castingu na tancerkę. Ćwiczy układ dodając do niego stopniowo nowe kroki. Nieustannie przygotowuje się do występu. W postawie Mii można docenić to, że mimo braku wzorców w rodzicach, czy dalszej rodzinie, dąży do czegoś i choć jest to wygranie zwykłego castingu, chce to osiągnąć.

źródło obrazka: www.google.pl

Mia jest typem samotnika, który być może swoim specyficznym zachowaniem walczy o uwagę. Jest indywidualistką stawiającą na swoim. Nie dopasowuje się do innych. Nie zmienia się, by się przypodobać. Nie zabiega za wszelką cenę o akceptację. Zawsze pozostaje sobą.

źródło obrazka: www.theguardian.com

Mia popełnia wiele błędów. Zdarza jej się, jak każdemu z nas, podejmować złe decyzje. Jednak twórcy filmu pozostawiają odbiorcy interpretację tego, jak potoczą się dalsze losy dziewczyny. Czy wykorzysta szansę na lepsze życie, na to, by wyrwać się z więzów przeszłości i nie powtórzyć błędów swojej matki? Czy zawalczy w swoim życiu o coś więcej? Czy odnajdzie prawdziwy sens?

źródło obrazka: www.google.pl

Długo zastanawiałam się jak ocenić grę aktorską Katie Jarvis. Z jednej strony widzę w niej potencjał – dobrze odgrywała rolę zamkniętej w sobie buntowniczki. Z drugiej jednak, kompletnie nie trafiła do mnie jako tancerka, a w filmie taniec stanowi dość istotny symbol – symbol wolności, braku ograniczeń. Aktorka powtarzała bardzo często te same kroki. Nie przekonała mnie.

www.filmweb.pl

"Fish Tank" przeraża, obrzydza i degustuje. Oglądając film wielokrotnie miałam wrażenie, że jego twórcy specjalnie wymyślali dość szokujące zachowania głównej bohaterki, by o filmie było głośno. Nie postawili na skonstruowanie wyjątkowej fabuły, a właśnie na dziwaczne zachowania, które miały podbić określone liczniki. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś miał taki pomysł na film, na pokazanie instynktownych, zwierzęcych zachowań, ale to do mnie po prostu nie przemawia.

Ocena: 2/10

Em.

niedziela, 16 lutego 2014

"Skazaniec"


Tytuł: "Skazaniec. TOM I - Na pohybel całemu światu!"
Autor: Krzysztof Spadło
Kategoria: literatura współczesna
Wydawca: Krzysztof Spadło
Data wydania: 2013  
Rodzaj: ebook
Liczba stron: 553
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

Więzienie to specyficzne miejsce. Rządzi się własnymi prawami. Liczą się układy, układziki, hierarchia i obowiązujący schemat. Pewnego dnia do więzienia we Wronkach, trafia Stefan Żabikowski – osadzony numer dwadzieścia dziewięć jedenaście.

Żabikowski, zwany Ropuchem, jest skazany na dożywocie. Z upływem czasu ze świeżaka staje się cieszącym się szacunkiem skazańcem. Dzięki umiejętnościom stolarskim zyskuje przychylność naczelnika. Wkupuje się w grupę. Razem z Ojczulkiem, Suchym, Romanem, Kazikiem, a później również z Boyko tworzą zgraną paczkę. Docinają sobie, robią interesy, współczują, a jak trzeba pocieszają. Niby są wspierającymi się kumplami, ale nikt nie kwapi się, by zdradzić dlaczego znajduje się w więzieniu. To chroniony sekret, który niektórzy zdradzą. Odkryją karty. Jedno jest pewne, jak mawia Ojczulek – za każdym wyrokiem dożywocia czyha śmierć.

Żabikowski trafiając do więzienia zmienia się. Staje się podejrzliwym, analizującym i planującym wszystko człowiekiem. Przewartościuje system wartości. Będąc za kratami liczy się dla niego przede wszystkim to, by przeżyć. Dostosowuje się do otoczenia.

Żabikowski w więzieniu przeżywa psychiczne katusze. Nie może przestać myśleć o kobiecie, którą kochał, z którą chciał spędzić resztę swojego życia. Nie zapomniał również o swojej matce, której nawet zza krat chciał zapewnić lepszy byt i przez długi czas był pewien, że tak właśnie robił, że pomagał jej i ułatwiał życie.

Najgorsza dla każdego więźnia jest bezsilność. W więzieniu niby działa nielegalna poczta, niby kwitnie handel, ale o czym również przekonał się Żabikowski, skazańcy nie mają żadnej pewności, że ktoś ich nie oszuka. Muszą zaufać, a gdy się zawiodą będą dążyć do zemsty.

Czytając „Skazańca” pierwszy raz zetknęłam się z powieścią, która w całości poświęcona jest osobie odsiadującej wyrok. Fabuła i język to zalety tej pozycji. Uwierzyłam Autorowi, któremu udało się stworzyć spójną całość. Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu!

Ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Autorowi - Krzysztofowi Spadło:

Em.

piątek, 14 lutego 2014

wtorek, 11 lutego 2014

"List do ojca"


Tytuł: "List do ojca"
Autor:  
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
Wydawnictwo: Agora  
Data wydania: 2008
Liczba stron: 219
Oprawa: twarda

ISBN: 978-83-7552-197-9
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"List do ojca" to kontynuacja akcji rozrachunku z ojcami, którą rozpoczęli trzej dziennikarze Gazety Wyborczej. Książka to zbiór listów czytelników do redakcji. Wyborem oraz opracowaniem zajęli się Jerzy Wójcik i Grzegorz Piechota.

Książka to przekrój wszystkich możliwych uczuć, które można żywić do drugiego człowieka. Życie poszczególnych autorów listów i ich relacje z ojcami diametralnie się różnią. Niektóre osoby czują nienawiść, a inne dziękują za wsparcie, za pomoc, za miłość. Kolejni żałują, że ich ojcowie ich opuścili, że wychowywali się bez męskiego wzorca, a jeszcze inni – urażeni przeszłością – dziękują za to, że ojca w ich życiu zabrakło. Są również tacy, którzy modlą się o to, by ich ojcowie, którzy zamieniają dom w piekło, raz na zawsze odeszli.

Najczęstszą z obietnic, które stawiają sobie dzieci ojców, których nie było, którzy ich nie wychowywali jest to, by nie powtórzyć popełnionych błędów wychowując własne dzieci. Co pokazują inne listy – nie zawsze, mimo idealistycznych założeń, udaje się to zrealizować.

Wiele poruszanych kwestii w listach jest niedopowiedzianych. Poznajemy tylko wycinek, skrawek życia danych osób. Czasami czułam niedosyt, chciałam poznać dalszą część opowieści.

Książka Piechoty to zbiór listów czytelników Gazety Wyborczej do ojców. Jak to w zbiorach - poziom listów jest różny. Niektóre zachwycają, inne wzruszają, a kolejne są po prostu słabsze, mniej interesujące. Książka została stworzona po to, by uzmysłowić każdemu z nas jak wiele chcielibyśmy powiedzieć swoim ojcom, jak wiele spraw wyjaśnić, ale z jakiś powodów tego nie robimy. Warto zdobyć się na szczerą rozmowę.

Wiele osób narzeka na swoje relacje z ojcem. Ubolewa nad ich powierzchownością, brakiem okazywania uczuć. Porównuje i uznaje wyższość relacji z matkami. Każdy przypadek jest inny, bo każdy z nas to oddzielny byt, charakter. Uważam jednak, że relacja z ojcem jest po prostu inna. Nie wartościuje jej – nie jest lepsza, nie jest gorsza. Jest potrzebna.

Ocena: 5/10

Em.

czwartek, 6 lutego 2014

Tristan Bernard #16

 źródło obrazka: www.tapetus.pl

"Pożyczaj tylko od pesymistów. Oni i tak nie mają nadziei, że im oddasz".

Tristan Bernard

wtorek, 4 lutego 2014

"Złodziejka książek"

źródło obrazka: www.filmweb.pl

"Złodziejka książek"

Tytuł oryginalny: "The Book Thief"
Gatunek: dramat wojenny
Produkcja: Stany Zjednoczone
Data premiery na świecie: 3 października 2013
Data premiery w Polsce: 31 stycznia 2014
Czas trwania: 125 minut
Reżyseria: Brian Percival
Scenariusz: Michael Petroni na podstawie powieści Markusa Zusaka
Główne role: Sophie Nélisse, Geoffrey Rush, Emily Watson, Ben Schnetzer

Muzyka: John Williams
Zdjęcia: Florian Ballhaus
Scenografia: Simon Elliott
Kostiumy: Anna Biedrzycka-Sheppard
Montaż: John Wilson
Produkcja: Ken Blancato, Karen Rosenfelt
Dystrybucja: Imperial - Cinepix

"Złodziejka książek" to jedna z najwspanialszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Gdy tylko dowiedziałam się, że na jej podstawie zostanie nakręcony film - nie mogłam się doczekać! Jednocześnie miałam pewne wątpliwości, obawy czy twórcy filmu będą w stanie oddać w pełni treść tej wspaniałej książki oraz jej klimat. Jak wyszło?

źródło obrazka: www.filmweb.pl

Liesel Meminger (Sophie Nélisse), główna bohaterka "Złodziejki książek",  znalazła się w bardzo trudnej sytuacji życiowej, z którą z trudem poradziłby sobie dorosły. Ta dziewczynka musi pogodzić się z rozłąką z matką, śmiercią braciszka oraz zaakceptować nowe miejsce, w którym przyszło jej żyć.

źródło obrazka: cjg.gazeta.pl

Matka Liesel oddała ją rodzinie zastępczej. Rosa (Emily Watson) oraz Hans (Geoffrey Rush) Hubermanowie wzięli dziewczynkę pod swoją opiekę. Już od chwili poznania między Liesel a Hansem rodzi się nić porozumienia. To on będzie uczył Liesel pisać i czytać. To właśnie we dwoje będą spędzać noce przerzucając nieskończoną ilość stron książek, które kradnie dziewczynka.

źródło obrazka: cjg.gazeta.pl

Hans to przeciwieństwo żony. Jest łagodny, wykazuje zrozumienie, kocha bezgranicznie. Rosa z kolei, również, na swój sposób, darzy Liesel uczuciem, mimo, że jest dla niej bardzo szorstka. Można o Rosie wiele powiedzieć, ale nie mam wątpliwości, że jest tak naprawdę dobrym człowiekiem, który od czasu do czasu lubi wbić szpilę.


źródło obrazka: news.o.pl

Lisel dość szybko odnajduje się w nowym środowisku. Oprócz oparcia w rodzicach (nawet w oschłej Rosie) zaprzyjaźnia się z Rudym Steinerem, chłopakiem, który chce być jak czarnoskóry biegacz Jesse Owens i nie potrafi zrozumieć, dlaczego nie powinien o tym mówić głośno. To dziecko nie zna pojęcia dyskryminacji, nie wyobraża sobie, że można kogoś poniżać, bo ma taki, czy inny kolor skóry.


źródło obrazka: news.o.pl

Ponieważ akcja filmu rozgrywa się podczas II wojny światowej życie ukazanych bohaterów nie jest proste. Staje się jeszcze bardziej skomplkowane, gdy przed wejściem do domu Hubermanów, staje Żyd - Max, z którego ojcem przyjaźnił się Hans i jest winny mu przysługę. Dlaczego Hans i Rosa to robią? Dlaczego pomagają komuś nie zważając na swój los? Na to pytanie odpowiada Liesel:

"Po prostu byliśmy ludźmi".

Hubermanowie narażają własne życie, by chronić czyjeś istnienie. Hans nie wyobraża sobie, że mógłby podjąć inną decyzję. Obiecał, więc musi słowa dotrzymać, bo:

"Człowiek jest tak dobry jak słowo, które daje".

Choć sytuacja, w której tkwi rodzina Hubermanów jest trudna, potrafią cieszyć się chwilą, celebrować wspólnie spędzone momenty. Gdy nadchodzą Święta Bożego Narodzenia będą zachowywać się całkowicie beztrosko, jakby ich dom był bezpiecznym miejscem, jakby na zewnątrz nie działo się nic złego, nie było wojny i wszelkiego zła.

Liesel uwielbia czytać. Oprócz tego, że poznaje ciekawe historie, czytanie sprawia, że odrywa się od rzeczywistości. Choć na chwilę może zapomnieć o bombardowaniach za oknem.

źródło obrazka: www.filmweb.pl

Gdy mieszkańcy Molching będą chronić się w schronach Hans wypełni tę przerażającą pustkę, ciszę, wyczekiwanie na kolejny wybuch, grą na akordeonie. Gdy go zabraknie jego miejsce zajmie Liesel opowiadając oparte na swoim życiu historie.

Twórcom filmu udało się stworzyć odpowiedni klimat. Już od pierwszej sceny czułam go. Urządzenie domów, wygląd ulic, czy uczesanie i stroje bohaterów były perfekcyjnie dopracowane. Warto zwrócić uwagę, że przygotowaniem kostiumów do filmu "Złodziejka książek" zajęła się polska kostiumolog - Anna Biedrzycka-Sheppard.

źródło obrazka: www.echo.szczecin.pl

Obsada aktorska jest dobrana perfekcyjnie! Rosa i Hans są dokładnie tacy, jak ich sobie wyobrażałam. Uważam, że gra aktorska również stoi na bardzo wysokim poziomie. Na szczególne wyróżnienie, z racji wieku, zasługuje Sophie Nélisse - nastoletnia aktorka, która była bardzo wiarygodna. Nie odstawała na tle doświadczonych, wspaniałych aktorów - Emily Watson i Geoffrey Rusha.

źródło obrazka: cjg.gazeta.pl

Gdy obejrzałam zwiastun filmu "Złodziejka książek" obawiałam się jak zostanie przedstawiona w nim Śmierć. Markus Zusak w książce oddał jej ogromną przestrzeń - była narratorem. W filmie nie jest obecna cały czas, ale pojawia się w kluczowych momentach.

"Nikt nie żyje wiecznie" - stwierdza i dodaje, że: "Jedyne, co wiem na pewno to to, że jestem prześladowana przez ludzi".

Film pokazuje, że człowiek jest w stanie przetrwać nawet najtrudniejsze czasy dzięki szlachetnym uczuciom. Uwidacznia również moc, wagę słowa. "Złodziejka książek" w reżyserii Briana Percivala jest świetny. Uważam, że jego twórcy dokonali doskonałego doboru wątków. Wiadomo, że w dwugodzinnym filmie nie da się odtworzyć wszystkich zdarzeń 500 stronicowej książki. Porównując sceny przedstawione w filmie i treść pozycji napisanej przez Markusa Zusaka, są pewne różnice. Moim zdaniem, nie powodują one jednak uszczerbku na historii.

Szczerze polecam!

10/10

Em.