wtorek, 15 października 2013

Jerome Klapka Jerome #6

 źródło obrazka: tapetus.pl

"Tylko człowiek, który pracuje może cieszyć się z wypoczynku".

Jerome Klapka Jerome

piątek, 11 października 2013

"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)"


Tytuł: "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)"
Autor:
Tytuł oryginału: "Stalo sa prvého septembra (alebo inokedy)" 
Tłumaczenie: Tomasz Grabiński
Kategoria: literatura piękna  
Wydawnictwo: Słowackie Klimaty
Data wydania: 27 marca 2011
Liczba stron: 468
Oprawa: miękka
ISBN: 9788392805199
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl


"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)", czyli opowieść o tym jak spontaniczna gra przerodziła się w życiową rozgrywkę.

Powieść opisuje trzydzieści lat życia czwórki dzieci z Levic. Bohaterowie tej książki na jej łamach dorastają, z biegiem czasu podejmują ważne decyzje, po prostu lepiej bądź gorzej układają sobie życie. 

Węgier – Jan, Żyd – Gabriel oraz Czech – Peter przyjaźnią się. Każdy z nich ulokował uczucia w pięknej Słowaczce – Marii. Chłopcy nie chcieli ubiegać się o jej względy naraz, więc postanowili pierwszego września urządzić zawody pływackie, których zwycięzca będzie miał szansę na zdobycie dziewczyny. Te zawody sportowe będą nijako spajać książkę, ale również przyjaźń chłopców, którzy wraz z przekładanymi przez nas stronami, staną się mężczyznami.

Książka Rankova nie jest tylko opowieścią o dojrzewaniu, o miłości i przyjaźni. Jest również powieścią o polityce, o przemianach na szczycie w latach 1938 - 1968 w Europie Środkowej. Przynależność narodowa odgrywa znaczącą rolę w tej książce. Ukazuje niesprawiedliwość. Pokazuje coś, co nie zaskakuje, o czym wszyscy wiemy, że obywatelom danego kraju w danym czasie było zdecydowanie trudniej niż innym - z góry, bez żadnej weryfikacji, kto rzeczywiście jest bardziej pracowitym, odpowiedzialnym, dobrym człowiekiem.
Maria: „Męska bufonada. Dokładnie tak zawsze postrzegałam politykę. Męska bufonada i przekręcanie prawdy. Dlatego nigdy nie interesowałam się polityką. Tylko podczas wojny było inaczej. Granice między dobrem a złem były jasne i niepodważalne. Wtedy czyny miały sens".        
Książka „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” jest niewątpliwie o historii, ale stanowi ona jedynie tło opowieści Rankova, który postawił na pierwszym planie ludzi - ich sukcesy i porażki, ich nadzieje i rozczarowania, ich radości i spotykające nieszczęścia. To również powieść o utraconych szansach i rozbitych rodzinach. Rankov ukazuje jak wielki wpływ ma polityka i decyzje dobrze usytuowanych na życie zwykłych obywateli, dla których z przyczyn politycznych, ekonomicznych czy też społecznych trudno jest przeżyć każdy następny dzień.
„Pokręciłam głową: 
- Ale ja po prostu nie chcę emigrować. Ani teraz, ani potem. Będę żyć tutaj. 
- Czemu? – krzyknęli jednocześnie Jan i Peter.
- Bezsilnie rozłożyłam ręce.
- To jest moja ojczyzna. To jest ojczyzna? – wydarł się Jan. – To jest zadupie świata! Raz jest tu Czechosłowacja, potem Węgry, Słowacja, znów Czechosłowacja. Najpierw zajmują ją Niemcy, potem z kolei Rosjanie... To nie może być ojczyzna!".
Dzieciństwo Jana, Gabriela, Petera i Marii szybko przemienia się z sielskiego czasu na zależące od polityki chwile. Sytuacja zmienia się czasami z dnia na dzień. Dzieciaki, przeobrażają się na naszych oczach w młodzież, a następnie w dojrzałych ludzi, z któych każdy czego innego doświadczy, każdy ma inne poglądy polityczne i zdanie na określone tematy. Życie tych czworga nie ułoży się tak jakby tego chcieli, a mimo to będą umieli być szczęśliwi, doceniać dobre momenty i łapać wesołe chwile.

W opisywanej przeze mnie książce pojawiają się również śmieszne epizody. Zwłaszcza wtedy, gdy w losy bohaterów, słowacki pisarz, wplata historie opisujące zachowania autentycznych postaci historycznych znanych z czesko-słowackiej historii. Na łamach „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” można spotkać w niecodziennych, wyjątkowych sytuacjach Miklosa Hothy, Jozefa Tisa, Klementa Gottwalda czy Iwana Koniewa.

Każdy rozdział książki opisuje rok. W każdym z nich Gabriel, Peter i Jan będą chcieli zorganizować  zawody pływackie, które los cały czas odkłada w czasie. Czy w końcu uda im się zrealizować plan? Czy dowiedzą się, kto może się ubiegać o rękę Marii? Z biegiem czasu oczywiście te zawody nabierają innego znaczenia, stają się poniekąd symbolem przyjaźni czwórki bohaterów nękanych wielką historią. Jak potoczą się losy tych bohaterów?

Rankov w ostatnim rozdziale "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)" po raz pierwszy oddaje głos Marii. To z jej perspektywy obserwujemy świat. Ten rozdział stał mi się bliższy niż inne. Być może dlatego, że jestem kobietą i słuchałam opowieści drugiej kobiety o tym, co przeżyła, czego doświadczyła, kim tak naprawdę byli dla niej jej trzej przyjaciele. Maria podsumowuje to, czego byliśmy świadkami czytając książkę. Zarówno Jan, Gabriel jak i Peter byli dla niej ważni. Każdy z nich wpisał się w jej życie. Każdy dał jej coś od siebie. Trzej byli dla niej ważni. Z każdym mogła mieć inne życie.Maria podsumowuje ich wspólne losy pięknymi słowami, których niestety nie mogę przytoczyć, by nie psuć Wam okazji do poznania zakończenia tej historii.

Pavol Rankov zaskoczył mnie. Na łamach swej książki przedstawiał trzydzieści lat życia bohaterów. Ukazał ewolucję ich charakterów w sposób perfekcyjny. Nie był ani sztuczny, ani nachalny. Był prawdziwy.

„Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” Pavola Rankova to moje pierwsze spotkanie z literaturą słowacką i już wiem, że na pewno nie ostatnie. Szybko prowadzona akcja, doskonałe portrety różnych bohaterów, historia rozgrywająca się za ich plecami - czego chcieć więcej? I ta prosta, ale wiele mówiąca, symboliczna okładka. Szczerze polecam! Tak jak bohaterowie tej książki żegnali się z Marią, ja mogę powiedzieć do Rankova:
"Nie żegnamy się przecież na zawsze".
Ocena: 9/10

Em.

niedziela, 6 października 2013

"Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy"


Tytuł: "Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy"
Autor: ,  
Zdjęcia: Łukasz Gawroński
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zwierciadło 
Data wydania: 17 kwietnia 2013 
Liczba stron: 276
Oprawa: twarda 
ISBN: 9788363014575 
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy" to trzydzieści dwie wizje sławnych osób, o czasach w których się wychowywały, w których jako dzieci były kształtowane na osoby, którymi są dzisiaj. 

Hanna Halek i Zofia Fabjanowska-Micyk w książce oddały całą przestrzeń swoim rozmówcom. Nie wiem jak powstawała ta pozycja. Nie wiem, czy dziennikarki zadawały szereg pytań, dopytywały i współtworzyły. Być może było inaczej. Może po prostu pozwoliły swoim rozmówcom mówić? Być może. Opowieści sławnych osób zapisane zostały w formie monologów. Nie ukrywam, że podobało mi się to, ponieważ miałam odczucie, że ktoś rzeczywiście chce mi coś opowiedzieć, a nie tylko odpowiedzieć, odhaczyć kolejne, zadane przez dziennikarki, pytania.

Nie każda ze sławnych osób miała wzorowo szczęśliwe dzieciństwo. Podoba mi się to, że w opisywanej przeze mnie książce nie wszystkie osoby roztaczają bezproblemową aurę mówiąc o swoim dorastaniu i rodzinnym domu. Potrafią spojrzeć na tamte czasy z dystansu i je trafnie ocenić. To, że w książce "Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy" nie pojawiają się jedynie opisy szczęśliwego domowego ogniska to zaleta tej pozycji. Przez to, że niektórzy opowiedzieli o swoich "cudownych latach" malując je czarnymi, ciemnymi barwami, książka dla mnie stała się prawdziwsza. 

Na początku każdej opowieści autorki stworzyły bardzo krótką notkę biograficzną o każdej osobie. Ogranicza się ona w zasadzie do informacji dotyczących czym dana postać się zajmuje bądź zajmowała i zamieszczeniem cytatu z przeprowadzonej rozmowy.

Każdy z rozdziałów, poświęcony innej sławnej osobie, został okraszony zdjęciem. Jedną, w mojej ocenie niezbyt pasującą w kilku przypadkach, fotografią. Oczywiście gwiazdy ładnie się na nich prezentują i widać, że fotograf – Łukasz Gawroński - miał pomysł na każde ze zdjęć. Jednak w książce, która opowiada o dzieciństwie, miejscach, w których bohaterowie rozmów dorastali, spodziewałam się, że fotograf poszuka czegoś innego. Na zdjęciach, w niektórych przypadkach, brakowało mi właśnie tych miejsc, tej przestrzeni, do której bohaterowie książki powrócili na nowo we wspomnieniach. Niektóre z nich mogły być zrobione po prostu wszędzie, bez względu na tematykę.

W wielu opowieściach rozmówcy dziennikarek Hanny Halek i Zofii Fabjanowskiej-Micyk, np. Urszula Dudziak i Andrzej Grabowski podkreślają swą ogromną wdzięczność dla rodziców za ich wychowawczy trud. Wielu artystów wspomina o swoich pasjach, twierdząc, że zaczęły one się ujawniać już w dzieciństwie. Miłość do nich trwa od młodzieńczych lat i jak w przypadku Artura Andrusa i Gosi Baczyńskiej, rozwija się do dziś. Niektórzy podkreślają w życiu znaczenie przypadku, który sprawił, że ktoś ich zauważył, że są w tym a nie innym miejscu dzisiaj, że coś osiągnęli. Inni np. Mirosław Baka mówią o tym, że dojść do czegoś w życiu należy nie tylko poprzez ciężką pracę, ale również dzięki wierze w siebie, we własne możliwości. Nie owijając w bawełnę mówi:
"Musi być w człowieku jakaś doza próżności, żeby zostać aktorem, bo inaczej nie koncentruje na sobie uwagi widowni albo nie pokocha go kamera. Aktor musi chcieć, by na niego patrzono".
Jan Frycz w swojej opowieści mówi prosto z mostu o tym, co go boli i dręczy. Nie wystawia swojemu miastu laurki. Jest rozgoryczony z powodu przemian Krakowa, który zdaniem aktora nie jest już taki jak kiedyś - nie ma własnej atmosfery, tego trudno uchwytnego w słowach "czegoś".

Kayah opowiadając o wybrykach swojego dzieciństwa, o drobnych kradzieżach, spuentowała historię pięknymi a przede wszystkim bardzo mądrymi słowami.
"Nauka na całe życie. Zrozumiałam, że rzeczy często nie są takie, jakimi się wydają. I że to, co ludzie mówią, nie zawsze jest prawdą".
Wojciech Mann poucza, że nie wolno ślepo podążać za modą, za tłumem, że zawsze warto być sobą. Wspomina również o tym, co uważa za cel radia i skąd, jego zdaniem, powinno czerpać moc. Inny znany radiowiec - Marek Niedźwiecki - opowiada o kompleksach dziecka z prowincji.

Bardzo podobała mi się opowieść snuta przez Małgorzatę Ostrowską, ponieważ okazało się, że zwracam uwagę na podobne rzeczy myśląc o moim dzieciństwie, że pamiętam tak jak piosenkarka np. jego smaki. Ostrowska, jako dziecko, była chora na epilepsję i nie miała łatwego życia wśród rówieśników. Była przez nich odrzucona. Opowiada o trudach bycia dzieckiem, z którym inne nie chcą się bawić, którego być może się trochę boją i z którego sobie kpią. Ostrowska stwierdziła również, że to życie weryfikuje wybory, że tylko czas może pokazać, czy dana decyzja była słuszna, czy też nie.
 
Mimo, że nie przepadam za humorem Cezarego Pazury rozmowa z nim wciągnęła mnie. Aktor nie tylko satyrycznie oceniał rzeczywistość, ale również wygłosił w interesujący sposób swój pogląd dotyczący religii. Nie ukrywam, że zrobiło to na mnie wrażenie.
"Nasz umysł nie jest w stanie ogarnąć istoty boskości, bo czym ona jest? Tajemnicą. Nigdy nie możemy jej posiąść. Podoba mi się takie porównanie: to tak, jakby ryba płynęła po oceanie i pytała drugiej ryby: "Przepraszam, gdzie jest ocean?". Pan Bóg jest wszędzie. To istota wszystkiego. Wszystkie pytania i odpowiedzi. Każdy z nas jest częścią wielkiego boskiego planu i musimy sobie z tego zdawać sprawę".
Najciekawsza była dla mnie opowieść Małgorzaty Niezabitkowskiej, która opowiadała o braku matki, o tym jak wychowywała ją babcia. Ta polska dziennikarka pochodziła z biednej rodziny, która umiała czerpać radość z małych rzeczy, której jedność członków dawała siłę. Kiedy jej matka umarła, została pod opieką babci i ojca. Gdy babcia dowiedziała się, że jest nieuleczalnie chora i wiedziała, że jej dni są już policzone urządziła dla Małgorzaty Niezabatkowskiej swoisty kurs życia, który obejmował informacje od czysto praktycznych - jak zajmować się domem - aż do związanych z prawdomównością, czy relacjami damsko-męskimi. Babcia urządziła dziennikarce przyspieszony kurs życia, by mała dziewczynka mogła stać się w przyszłości wartościową, dobrą kobietą. Wzruszający opis. Mój ulubiony z opisywanego zbioru. 

Jeżeli interesuje Was dlaczego Stanisław Sojka nazywany jest człowiekiem orkiestrą? Dlaczego Zbigniew Zamachowski nie do końca wyraźnie mówi? Kto pełnił główną rolę w życiu Borysa Szyca? Co oznacza słowo "jakoim" według Andrzeja Grabowskiego? I dlaczego aktor tęskni za odczuwaniem braku perspektyw? Kto był pierwszym modelem Macieja Zienia? "Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy"  to książka dla Was.

"Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy" to trzydzieści dwie opowieści różnych osób znanych z różnych dziedzin. Są wśród nich aktorzy, piosenkarze, projektanci, radiowcy, tenisista. Każdy z nich w inny sposób patrzy na przeszłość. Każdy w inny sposób opowiada o swoim dzieciństwie i miejscu, w którym się wychował, w którym wykreowany został jego charakter i osobowość.
Artur Andrus:
"Moje życie to ludzie, do których się przyklejam, i miejsca, do których się nie przywiązuję".
Niektóre historie wydają mi się napisane na siłę - jakby ktoś miał po prostu mało czasu na wypełnienie danego zobowiązania i musiał powiedzieć, napisać cokolwiek, bez większego zastanowienia, nad tym, co mogłoby zainteresować Czytelnika. Są też opowieści, które są przepełnione ironią lub goryczą, albo takie, które wzruszają.

"Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy" to książka, w której pojawiają się błędy interpunkcyjne oraz składniowe. Być może autorki nie poprawiały tych ostatnich, ponieważ chciały, by Czytelnik nijako słyszał charakterystyczny sposób mówienia np. Muńka Staszczyka, żeby to nie była elokwentna wypowiedź, tylko prawdziwa - zawierająca emocje. Jeśli tak, to autorkom udało się sprostać temu zadaniu - czytając opowieść Staszczyka miałam wrażenie, że stoi tuż obok.

"Cudowne lata. Opowieści o miejscach, w których dorastaliśmy" trudno było mi ocenić, ponieważ poziom poszczególnych części różni się. Czy wynika to z błędów autorek, czy z nieciekawych wspomnień rozmówców? Oceńcie sami.

Ocena: 7/10

Em.

środa, 2 października 2013

"Dobranoc, kochanie"


Tytuł: "Dobranoc, kochanie"
Autor:
Tytuł oryginału: "Goodnight, beautiful" 
Tłumaczenie: Agnieszka Bachorska 
Kategoria: literatura współczesna
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 lipca 2011
Liczba stron: 456
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7659-372-2
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

„Dobranoc, kochanie” Dorothy Koomson to książka, na którą trafiłam w Internecie szukając problemu bezdzietności w małżeństwie, opisanego w literaturze współczesnej, gdy przygotowywałam się do egzaminu maturalnego. Ta pozycja brytyjskiej autorki czekała prawie dwa lata aż ją przeczytam, ponieważ kupiłam ją, ale w prezentacji maturalnej ostatecznie skupiłam się na omawianiu innych problemów.

„Dobranoc, kochanie” to opowieść o przyjaźni i niespełnionej miłości. Nova Kumalisi i Mal Wacken znali się od dziecka. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Wspólnie dorastali, zmieniali się, dojrzewali. Zwierzali się ze swoich problemów. Współczuli sobie. Wspierali się w trudnych chwilach. Znali się na wylot. Byli prawdziwymi przyjaciółmi, którzy połączeni niewidzialnymi więzami wspólnych doświadczeń, wydawać by się mogło na zawsze nimi pozostaną.

Między Novą a Malem iskrzy. Oboje czują do siebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Jednak żadne z nich nie robi kroku do przodu, nie wychodzi z inicjatywą, nie stawia sprawy jasno, nie odkrywa swoich uczuć przed drugą stroną. Oboje bronią się przed rodzącym się uczuciem w obawie o to, że może ono zniszczyć ich przyjaźń.

Zarówno Nova jak i Mal układają sobie życie nie pozostawiając w nim wielkiej przestrzeni dla przyjaciela z dawnych lat. W swoich związkach nie promienieją szczęściem. Przyjaciel, a później mąż Novy - Keith - daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa, robi wszystko by ją uszczęśliwić. Udaje mu się nawet wytworzyć śnieg w maju, by na twarzy ukochanej choć na chwilę pojawił się uśmiech. Nova wie, że Keith to porządny, kochający ją mężczyzna, ale nie może zapomnieć o Malu. Z kolei Mal, ożenił się z zaborczą Stephanie, która jest bezpłodna i ma problemy psychiczne. Mężczyzna, podobnie jak Nova, wspomina razem spędzone chwile.

Po jakimś czasie małżeństwo Wackenów postanawia poprosić Novę, by urodziła im dziecko. Nova po wielu namysłach postanawia spełnić tę prośbę. Robi to tylko i wyłącznie dla Mala. Chce by był szczęśliwy. Dla niego jest nawet w stanie oddać cząstkę siebie, jaką jest dziecko, na wychowanie innej kobiecie.

Stephanie to kobieta bez skrupułów. Pewnego dnia zmusza Mala do wycofania się z umowy zawartej z Novą i całkowitego zerwania kontaktów z dawną przyjaciółką. Wyobraźcie sobie, co może czuć kobieta, która zgodziła się urodzić mężczyźnie dziecko, by wychowywał je ze swoją żoną, a nagle dowiaduje się, że umowa już nie obowiązuje. Zupełnie jakby nie chodziło w niej o żywą istotę, a o jakąś całkowicie niesistotną rzecz, z której tak po prostu można zrezygnować.

Nova zdecydowała się urodzić synka. Leo to jej oczko w głowie. Nie może uwierzyć i wybaczyć sobie, że chciała go kiedyś oddać innej kobiecie. Nie może o tym zapomnieć. Obwinia się.

Mija osiem lat. Mal w dalszym ciągu nie może zapomnieć o tym, jaką krzywdę wyrządził Novie. Nie ma kontaktu z synem. Jego małżeństwo przechodzi kryzys. Życie Novy również nie jest usłane różami. Po operacji tętniaka mózgu Leo zapada w śpiączkę. Mija dzień, dwa, tydzień, miesiąc i nic. Śpi. Jej ukochany synek śpi i nie może się obudzić.

Stan Lea pogarsza się. Nova pragnie, by Mal poznał swojego syna zanim będzie za późno. Zapomina o swej dumie i informuje Mala o chorobie i ciężkim stanie ich synka. Czy chore dziecko pomoże odbudować im uczucie? Czy przypomną sobie jak było kiedyś? Czy nie będzie na to za późno?

Dorothy Koomson używa kilku zabiegów, o których warto wspomnieć. Poznajemy tę historię z perspektywy kobiet. To one są narratorkami opowieści. Dodatkowo od czasu do czasu w książce pojawiają się wspomnienia Novy związane z Leem sprzed jego choroby. Są śmieszne. Są wzruszające. Są piękne. Przewijający się motyw snu również jest nie tylko świetnie zaplanowany, ale po prostu robi wrażenie, a w zakończeniu wywołuje ciarki.

Koomson w swojej książce przedstawia skrajnie różnych bohaterów. Mam wyrobioną opinnię na ich temat. Nova to biedna, zagubiona, samotna kobieta, która zawiodła się na kimś, kogo bardzo kochała, komu ufała, dla kogo zrobiłaby dosłownie wszystko. Stephanie to wredna, zazdrosna o relacje męża z przyjaciółką kobieta. Keith to wspaniały facet - kochający mąż, który Lea traktuje jak własnego syna, który pokochał, zaakceptował Novę z jej problemami, wszystkimi dziwnymi decyzjami i całą przeszłością. Szkoda, że Nova go nie docenia, nie widzi, że ma przy swym boku ideał. A Mal? Mal to frajer. Frajer, który nie umie zachować się jak mężczyzna. Nie umie podjąć trudnej decyzji. Nie umie odejść. Wziąć odpowiedzialności na swoje barki. To cichy, potulny frajer. Muszę to powiedzieć - brak mu jaj. Popełnia wszelkie możliwe błędy. Robi to samo, co jego ojciec, a za żonę wybrał sobie kobietę, która przypomina jego matkę. Nie uwalnia się z więzów przeszłości. Nie przerywa pasma błędów, ale nijako dziedziczy je po rodzicach i bez zastanowienia stosuje we własnym życiu.

„Dobranoc, kochanie” Dorothy Koomson to opowieść o zagubionych ludziach, których życie mogłoby ułożyć się w zupełnie inny sposób, którzy mogli by być najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Nie zgadzam się ze wszystkimi decyzjami, które podjęli bohaterowie tej książki, ale akceptuję je. Niektóre z nich są dla mnie bardzo zaskakujące, inne przerażające np. w jak bardzo zwierzęcy sposób bohaterowie ukajają ból. „Dobranoc, kochanie” nie jest perfekcyjną książką pod względem językowym, nie każdy rozdział jest napisany równie ciekawie, ale to w tej książce nie jest najważniejsze. Najbardziej istotne są emocje, które szargają Czytelnikiem, które sprawiają, że płaczesz, bo się wzruszasz lub też dlatego, że cierpisz razem z bohaterami.

Ocena: 8/10

Em.

poniedziałek, 30 września 2013

Jan Izydor Sztaudynger #5

źródło obrazka: wloclawskie24.pl

"Chłop jest potęgą i basta - ale mniejszą niż niewiasta".

Jan Izydor Sztaudynger

piątek, 27 września 2013

"Gdzie są moje dzieci?"

źródło obrazka: http://www.allmovie.com/

"Gdzie są moje dzieci?"

Tytuł oryginalny: "
Where are my children?"
Gatunek: obyczajowy
Produkcja: Stany Zjednoczone
Data premiery: 18 września 1994 
Czas trwania: 100 min.
Reżyseria: George Kaczender
Scenariusz: Michael Zagor
Główne role:
Marg Helgenberger, Chris Noth

Muzyka: Craig Safan 
Zdjęcia: Laszlo George
Dystrybucja: Andrea Baynes Productions Warner Bros Television

“Gdzie są moje dzieci?” to film oparty na prawdziwych zdarzeniach. Jego akacja rozgrywa się w 1962 roku. Vanessa (Marg Helgenberg) jest samotną matką, dla której trójka jej dzieci stanowi źródło największego szczęścia. Mimo braku męża oraz ojca dla dzieci – matka, jej dwie córeczki i syn tworzą szczęśliwą rodzinę. Vanessa robi wszystko, by zapewnić dzieciakom dobry los. Pracuje od świtu do nocy. Pewnego dnia wydarzy się jednak coś, co zakłóci życie tej rodziny.

www.telemagazyn.pl

Vanessa zostaje skazana na trzy miesiące więzienia za nielegalne podróżowanie na pokładzie wojskowego samolotu. Mimo, że zdarzało się to w tamtych czasach nagminnie i było uważane za bardzo błahe przestępstwo, sąd skazał kobietę, nie biorąc pod uwagę nawet tego, że Vanessa samotnie wychowuje trójkę dzieci. Podczas nieobecności kobiety zajmie się nimi opłacona sąsiadka.

Vanessa w więzieniu odlicza każdy dzień do ponownego spotkania z dziećmi. Szyje dla nich ubranka. Cały czas o nich myśli. Tęsknota wypełnia każdy jej dzień.

Gdy wreszcie nadchodzi ten jakże wyczekiwany dzień, dzień, w którym Vannessa wychodzi z więzienia i wierzy, że dosłownie minuty dzielą ją od spotkania ze swoimi pociechami, na kobietę czeka przerażająca wiadomość. Okazuje się, że dzieci Vanessy zniknęły.

csilasvegas.cba.pl

Ciąg dalszy filmu to ciągłe próby odnalezienia dzieci. Vanessa ani na chwilę nie przestaje ich szukać. Nie daje za wygraną, choć większość ludzi wokół sugeruje jej, że prawdopodobnie się pomyliła, że tych dzieci nigdy nie miała, bo nie ma po nich śladu w papierach, że jest zwykła wariatką. Adwokat, którego wynajęła Vanessa twierdzi, że dzieci zostały sprzedane do agencji adopcyjnej. Kobieta przeżywa liczne rozczarowania i dotkliwe upadki, ale nigdy się nie poddaje.

Jedna z osób, które są nastawione wyraźnie przeciwko Vanessie i które skrywają pewną tajemnicę, mówi kobiecie, że jest młoda i że powinna urodzić sobie następne dzieci. Zupełnie tak jakby to była jakaś transakcja wymienna - nie mam tych, co tam, będę miała następne.

www.telemagazyn.pl

Łóżeczko najmłodszej córeczki Vanessy, która urodziła się niecały rok przed zniknięciem, łóżka i zabawki jej starszych, kilkuletnich dzieci, które kiedyś stanowiły symbol ogromnej radości i szczęścia, przerodziły się w coś, co przynosi ból i powoduje płacz. Jak to może się stać, że ktoś był, a nagle zniknął bez śladu?

Co jakiś czas widzimy na ekranie osoby, które między sobą wymieniają znaczące spojrzenia, które bezsprzecznie są zamieszane w zniknięcie dzieci Vanessy. Montaż sprawił, że my, widzowie, domyślamy się początkowo nie tego, co stało się z zaginioną trójką dzieci, ale kto stoi za ich zniknięciem. Jesteśmy w innej sytuacji niż Vanessa, która musi chodzić i szukać po omacku, nie otrzymując prawie żadnych wskazówek.

childstarlets.com

Vanessa postanawia spróbować ułożyć sobie na nowo życie. Wykorzystała z premedytacją, jak to sama określiła, mężczyznę i po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł jej syn David. Nie zapomina jednak wciąż o trójce zaginionych dzieciach. Jednak ich szukanie nie jest już takie jak wcześniej, takie jak na początku. Teraz kobieta robi do przodu małe kroki, już nie pędzi, nie biega jak szalona od instytucji do instytucji, by uzyskać nowe informacje. Teraz kroczy powoli do przodu bez pośpiechu, wciąż nie tracąc, z biegiem czasu, coraz bardziej wątłego promyczka nadziei.

Dopiero z trzecim mężczyzną Vanessie uda się ułożyć sobie spokojne życie. Znajdzie w końcu kogoś, kogo pokochała, kto jest z nią w każdej sytuacji, na dobre i na złe, kto jest dla niej prawdziwą ostoją, kto akceptuje i wierzy jej, a co więcej - pomaga szukać zaginionych dzieciaków.

Jak się okaże kobieta będzie musiała jeszcze wiele wycierpieć, przeżyć kolejne straty. Czy osiągnie kiedyś spokój? Czy znajdzie własne dzieci?

 allaboutmarg.com 

„Gdzie są moje dzieci?” to film oparty na prawdzie. Strasznie żal mi kobiet, które musiały przechodzić choć podobny horror jak filmowa Vanessa. To wstrząsające. Filmu nie mogę szczególnie pochwalić za muzykę, za sztuczki związane z montażem. Nie ma w nim technicznych perełek. Ciekawym zabiegiem jest budowa klamrowa filmu, ale mimo tego, pod względem technicznym film jest przeciętny. Jednak "Gdzie są moje dzieci?" opowiada historię obok, której nie mogę przejść obojętnie. Jedna z ostatnich scen, mimo, że szczęśliwa, sprawiła mi ból. Łzy podczas oglądania filmu pojawiły się u mnie w kilku momentach. Film nie jest wzruszający. Jest przerażający i bardzo, bardzo smutny. „ALEŻ ŻYCIE JEST NIESPRAWIEDLIWE!” – chciałam wybuchnąć. Jedna decyzja jakiejś osoby może wpłynąć na życie innej, która zawsze dbała o to, by było uporządkowane, a przez zachowanie kogoś z zewnątrz wdziera się w nie huragan, który przewraca wszystkie życiowe regały, wywraca półki. A czasu niestety nie da się cofnąć. Historia wyreżyserowana przez George Kaczendera poruszyła mnie. Wciąż nie mogę o niej zapomnieć.

Ocena: 8/10

Em.

środa, 25 września 2013

Johann Wolfgang Goethe #4

 źródło obrazka: w975.wrzuta.pl

"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to,
co uznaje on za śmieszne".

Johann Wolfgang Goethe