czwartek, 7 listopada 2013

"Życie Pi"


Tytuł: "Życie Pi"
Autor:
Tytuł oryginału: "Life of Pi" 
Tłumaczenie: Zbigniew Batko
Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 2003
Liczba stron: 344
Oprawa: twarda 

ISBN: 9788324003266 
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"Życie Pi" to opowieść nieprawdopodobna, opowieść wydawać by się mogło, która nie ma prawa się zdarzyć. A jednak - choć sama się sobie chwilami dziwię, gdy spojrzę realistycznym okiem na historię napisaną przez Yann Martela - uwierzyłam w nią i przez chwilę stałam się jej częścią.

Powieść opowiada historię szesnastoletniego, hinduskiego chłopca – Piscine "Pi" Patela. Jego rodzina prowadzi ogród zoologiczny. Pewnego dnia z przyczyn politycznych, trudnej sytuacji w Indiach, postanawia go sprzedać i zacząć nowe życie w Kanadzie. Niektórym niestety nie będzie to dane.

Na drodze do lepszego świata, na statku, którym płynęła rodzina Pi oraz kilka zwierząt z ogrodu zoologicznego, dochodzi do wybuchu. Po krótkim czasie statek zatonął. Pi jest jedynym człowiekiem, ale nie jedyną istotą, która ocalała. Chłopiec staje w obliczu ogromnej tragedii i niebezpieczeństwa. Nie tylko stracił najbliższych sobie ludzi, ale znalazł się w szalupie z tygrysem bengalskim – Richardem Parkerem.
"Bliska śmierć jest czymś strasznym, ale jeszcze gorsza jest śmierć odroczona w czasie na tyle, żeby człowiek mógł uprzytomnić sobie, jaki był dotąd szczęśliwy i ile go jeszcze czekało szczęśliwych chwil. Widzi się wtedy z całą jaskrawością wszystko, co się traci".
Przez 217 dni Pi dryfuje po Oceanie Spokojnym. Strach, obawa, smutek, żal to emocje, które mu towarzyszą. Ten szesnastoletni chłopiec musi zadbać o wszystko. Zapewnić pożywienie i wodę pitną nie tylko dla siebie, ale również dla Richarda Parkera. W innym przypadku bengalski tygrys mógłby zacząć szukać pożywienia na szalupie i w krótkim czasie zagroziłby Pi.
"Jesteśmy tak silni jak nasze najsłabsze ogniwo".
Chłopiec żyjąc przez 217 dni na szalupie z Richardem Parkerem zawierza swoje życie Bogu. Bogu, którego Pi od momentu, gdy go poznajemy, postrzega bezwyznaniowo. Wierzy, że jest po prostu dobrą istotą, kochającą ludzi.
"Tacy jak ja walczą, walczą, walczą do końca. Walczą, nie bacząc na koszty, na ponoszone straty, na znikome prawdopodobieństwo powodzenia. Walczą do samego końca. Nie jest to kwestia odwagi, ale cecha organiczna, niezdolność do zaniechania. A być może tylko zwykła, głupia żądza życia".
Richard Parker paradoksalnie pomaga Pi przetrwać. Jest taki moment, w którym chłopak stracił motywację i nadzieję i stanął w obliczu beznadziei, gdy wydawało mu się, że nie ma najmniejszych szans na ratunek, gdy opadł z sił i był blisko śmierci. Wtedy to właśnie Richard Parker, swoją obecnością, obudzi chłopca z marazmu, w który wpadł. To tygrys stanie się powiernikiem Pi. To obecność tego dzikiego zwierzęcia będzie zmuszała chłopca do codziennej walki o przetrwanie. Mimo, że tygrys stanowi zagrożenie dla Pi, staje się jego przyjacielem. Staje się kimś, kto mu towarzyszy w najgorszych dla niego chwilach, kimś kto chroni go przed samotnością i zmusza go do działania. Pi radzi sobie z Richardem Parkerem dzięki wiedzy, którą zdobył w rodzinnym ZOO. Mimo to, tygrys do końca pozostanie dzikim, nie do końca ujarzmionym zwierzęciem z instynktem, bez wyższych uczuć. 
Bardzo symboliczna w obliczu całej historii stanie się drastyczna lekcja, którą dał Pi i jego bratu, ojciec chłopców, przed wyjazdem z Kanady. 
" - A czy opowiadanie o czymś za pomocą słów (...) nie jest samo w sobie wymyślaniem? (...) Słowo samo w sobie nie ma jednego określonego znaczenia. Jego znaczenie zależy od tego, jak je rozumiemy, prawda? Rozumiejąc coś w określony sposób nadajemy temu czemuś znaczenie. Czy wobec tego życie nie jest rodzajem opowieści?".
"Życie Pi" to opowieść, o tym jak wiele człowiek jest w stanie zrobić, by przetrwać - jak bardzo może się zmienić i szybko dostosować do obecnej sytuacji, ile barier i granic jest w stanie przekroczyć, by choć przez chwilę poczuć się bezpiecznym. Yann Martel opowiada również jak chwiejny, egoistyczny i niestały jest człowiek w swoich postanowieniach, systemie wartości, gdy w oczy zagląda mu niebezpieczeństwo, a zaraz za nim śmierć oraz jak krucha jest granica między rzeczywistością a wyobraźnią.

Ocena: 8/10

Em.

piątek, 1 listopada 2013

Dzień Wszystkich Świętych

źródło obrazka: www.google.pl

1 listopada to dzień zadumy. To dzień, w którym chcę porozmyślać i zwolnić tempo, w którym wspominam przede wszystkim bliskich mi ludzi, którzy już odeszli. Zastanawiam się jak bardzo mi ich brakuje i przypominam sobie wspólnie spędzone chwile, ich opowieści, uwagi, rady. Myślę również o znanych ludziach, którzy nie zmienili, nie wpływali tylko na moje życie, ale na całą otaczającą nas rzeczywistość. Myślę o tym, jak wiele zmienili, jak wiele zrobili dla ludzi i jak bardzo żałuję, że już nie mogą podzielić się swoimi pomysłami dotyczącymi przyszłości z żyjącymi.

 źródło obrazka: napulpit.com

Z upływem czasu i życiem ludzkim kojarzy mi się obraz Salvadora Dali „Trwałość pamięci”. Czas biegnie nieubłaganie, ale to czy właściwie go wykorzystam, czy zmarnuję - zależy tylko ode mnie. Ludzie lubią się usprawiedliwiać, tłumaczyć, narzekać. Czas może przepływać przez palce, rozpływać się (jak na obrazie), zanikać, ale z drugiej strony może również być go wystarczająco dużo, by wykonać wszystkie zaplanowane czynności. Wiele można zyskać dzięki dobrej organizacji.

Czas to rzeka, która nieustannie płynie. A człowiek to wrzucony w nią mały kamyczek, który jest zbyt słaby, by móc nie poddać się jej nurtowi. Człowiek moim zdaniem na codzień nie zdaje sobie sprawy ze swojej śmiertelności. Gdyby liczył się z tym, że w każdej chwili jego życie może się zakończyć, bardziej by je doceniał.

Życie to najcenniejszy dar. Każdy z nas chciałby żyć jak najdłużej, ale w gruncie rzeczy nie to jest najważniejsze. Najważniejszym jest by udało się nam za naszego życia spełnić swoje marzenia, czuć się spełnionym człowiekiem, by umierając miało się świadomość, że wycisnęło się życie jak cytrynę i pomarańczę. I choć czasami, tak jak smaki tych owoców, było kwaśno albo słodko, czuć, że wykorzystało się w życiu każdą okazję, każdy rok, miesiąc, tydzień, godzinę, minutę, czy sekundę istnienia, bo żadna z nich już nigdy się nie powtórzy.

Zawsze i nigdy to dwa najbardziej przerażające słowa, które znam. Oba związane są z pojęciem czasu – bezsprzecznie zamykają jakąś drogę, coś przekreślają.


Em.

środa, 30 października 2013

Karol Dickens #8

źródło obrazka: www.wspolczesna.pl 

"Ważne jest nie to, co możemy zrobić,
lecz to, co zrobić musimy".

Karol Dickens

wtorek, 29 października 2013

Wywiad z Krzysztofem Piskorskim

źródło obrazka: kultura.onet.pl

Krzysztof Piskorski to polski pisarz, autor fantastyki, tłumacz i twórca gier fabularnych. Zadebiutował pisarsko wydając powieść "Wygnaniec" w 2005 roku. Został dwukrotnie nominowany do nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla. Otrzymał złote wyróżnienie nagrody im. Żuławskiego. Jest laureatem europejskiej ESFS Encouragement Award.
Portal lubimyczytac.pl zorganizował akcję, w której użytkownicy serwisu mogli zadać autorowi pytania. Administratorzy wybrali ich zdaniem najciekawsze i przesłali je Krzysztofowi Piskorskiemu. Wśród pytań znalazło się jedno zadane przeze mnie, które zaprezentuję Wam wraz z odpowiedzią autora .

Studiował Pan archeologię i informatykę. Interesuje się Pan historią i żeglarstwem. Tworzył Pan gry komputerowe. Jest Pan pisarzem. Z którym z tych zajęć utożsamia się Pan najbardziej? Jak Pan siebie definiuje? Czy na pierwszym miejscu stawia Pan pisanie, czy inne zajęcia?

Jestem przede wszystkim pisarzem.

Złośliwie można powiedzieć, że to dlatego, bo pisanie książek to jedyna rzecz, którą potrafię robić całkiem nieźle. Ale myślę, że prawdziwy powód jest inny. Praca czy inne zajęcia zawsze kiedyś się kończą – wracamy do domu, albo zajmuje nas nowe hobby. Natomiast pisarzem jest się przeważnie dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez całe życie. W tramwaju, w biurze, nawet śpiąc – cały czas myśli się o fabułach, dialogach, obraca w głowie różne pomysły...
 
Krzysztof Piskorski w 2013 roku wydał nową książkę pt. "Cienioryt". Słyszeliście o niej? Zamierzacie przeczytać, a może jesteście już po lekturze? Jakie są Wasze opinie? Muszę przyznać, że ciekawa odpowiedź Krzysztofa Piskorskiego na moje pytanie, sprawiła, że jestem zaciekawiona tą pozycją.

Em.

piątek, 25 października 2013

Cyceron #7

źródło obrazka: tapetus.pl

"Właściwością człowieka jest błądzić,
głupiego - w błędzie trwać".
Cyceron

poniedziałek, 21 października 2013

"Okruchy dnia"


Tytuł: "Okruchy dnia"
Autor:
Tytuł oryginału: "The Remains of the Day" 
Tłumaczenie: Jan Rybicki
Kategoria: literatura piękna  
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 8 sierpnia 2008
Liczba stron: 306
Oprawa: twarda
 
ISBN: 9788373596870
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

"Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro to jedna z pozycji, które znalazły się na liście 100 książek BBC, które należy przeczytać. Ten spis daje jeśli nie pewność, to przynajmniej obietnicę, że znajdujące się w nim książki są dobre. A ponieważ dodatkowo chciałam zapoznać się z jakąś refleksyjną pozycją, wybrałam właśnie "Okruchy dnia".

Powieść japońskiego autora przedstawia losy Stevensa, angielskiego kamerdynera, dla którego sprostanie obowiązkom domowym stanowi wyzwanie życia. Najważniejsze dla niego jest dobro chlebodawcy. Nie myśli o sobie. Z każdą upływającą chwilą rozmyśla, czy dane przyjęcie jest dobrze przygotowane, czy cała służba wie, co ma robić, czy wystąpią jakieś kłopoty, co jest stosowne, a co nie. Bardzo ważne jest dla niego, by zyskać "godność licującą ze stanowiskiem" i zasłużyć na miano wielkiego kamerdynera. Służenie pracodawcy wypełnia każdy skrawek jego istnienia. Celem jego myśli i czynów jest sprostanie wymaganiom. Stevens pragnie, by Darlington Hall było postrzegane jako idealnie zarządzana i prowadzona angielska posiadłość, w której służył najpierw lordowi Darlington a po jego śmierci panu Faraday.
"Oczywiście prawda jest taka - rzekłem po chwili - że to lordowi Darlingtonowi dałem z siebie wszystko. Dałem mu z siebie wszystko, co miałem najlepszego, a teraz, no cóż, okazuje się, że nie mam już wiele do zaofiarowania".
Całą historię poznajemy z perspektywy wspomnianego Stevensa, który jest perfekcjonistą w każdym calu. Oprócz tego cechuje go angielska powściągliwość i dystyngowanie. Stevens nie jest spontaniczny. Jest służbistą. Pewnego dnia w 1958 roku kamerdyner wyjeżdża na krótki urlop, podczas którego będzie rozmyślał o swoim życiu, o przeszłości - dokona retrospekcji. Opowie nam o politycznych gościach w Darlington Hall, o spotkaniach na szczycie, o tym, że na jego oczach zapadały kluczowe dla  świata polityczne decyzje. 

Praca zawładnęła Stevensem bez reszty. Oddał jej siebie. Zaważyła na kluczowym momencie w relacji kamerdynera z ojcem, dla którego po prostu nie miał czasu w bardzo ważnej chwili. Perfekcjonizm zabrał Stevensowi szansę na normalne relacje z innymi ludźmi. Kamerdyner jest człowiekiem wyjątkowo zamkniętym w sobie. Nie dostrzega, a być może nie chce dostrzegać, że ma tuż obok zakochaną w sobie kobietę - gospodynię pannę Kennton. Nie chce dopuścić do tego, by mógł być na gruncie prywatnym szczęśliwym człowiekiem. Spełnienie zawodowe, jest istotne, bo każdy lubi czuć się w czymś dobry i doceniony, ale nie powinno zaważyć na całym istnieniu, na całym życiu. Do czego może doprowadzić, jeśli tak właśnie się stanie? Będziemy perfekcyjni, ale nigdy nie poznamy uczuć wyższych takich jak miłość, przyjaźń, zaufanie, czy troska, bo żeby coś dostać trzeba dać innym coś od siebie - chwilę uwagi, miły gest, dobre słowo.

"Okruchy dnia" to powieść, która ma specyficzny rytm narracji, do którego po prostu należy się przyzwyczaić. Na początku to specyficzne tempo opowieści Stevensa stanowiło dla mnie barierę nie do przebicia, a następnie stało się czymś, co wciągnęło mnie bez reszty.

Powieść Kazuo Ishiguro ukazuje człowieka, który wybrał niewłaściwą drogę życia. Czasu nie da się cofnąć. Stevens bezpowrotnie stracił szansę na szczęśliwą młodość i być może na spełnienie na gruncie prywatnym. Człowiek tak głęboko ukształtowany, który ma tak głęboko zakorzeniony system wartości i uważa, że celem jego istnienia jest lojalność wobec chlebodawcy i godność kamerdynera, chyba nie ma szans na zmianę. Stevens to drobiazgowy perfekcjonista. To wrak człowieka, który niestety nie odczuł, nie dotknął w życiu tego, co najważniejsze. Nie cieszył się obcowaniem z drugim człowiekiem. Jest zaledwie szkicem, czarno-białym szkicem, którego życie bezpowrotnie zostało pozbawione kolorów. Czy Stevens to zrozumie? Czy uda mu się naprawić błędy przeszłości? Czy zacznie od początku? Dajcie się porwać historii Kazuo Ishiguro.
"Być może zatem należałoby zastanowić się nad jego radą, bym przestał tak bardzo spoglądać w przeszłość, bym przyjął bardziej pozytywny punkt widzenia i starał się jak najlepiej wykorzystać to, co mi jeszcze zostało z moich dni. Cóż bowiem można osiągnąć ciągłym grzebaniem się w przeszłości i oskarżaniem siebie samego o to, że w życiu nie powiodło się całkiem tak, jak można by sobie tego życzyć? (...) Po cóż zamartwiać się tym, co się zrobiło, czy nie zrobiło. Że życie przyjęło taki czy inny obrót?".
"Okruchy dnia" to książka, która przestrzega Czytelnika przed błędami mogącymi zaważyć na całym życiu, przed decyzjami, których się nigdy nie podjęło, przed tym, co się nie stało, a mogło się wydarzyć. Każdy człowiek jest panem własnego losu. To od niego zależy, jak będzie upływało jego życie. Warto czasem zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę, bo lepiej żałować, że się coś zrobiło niż do końca życia zastanawiać się, co by było gdyby.
P.S. Już nie mogę doczekać się momentu, w którym obejrzę ekranizację "Okruchów życia". A, że w rolę Stevensa wciela się Anthony Hopkins, jeden z moich ulubionych aktorów, jestem pewna, że nie będę tego odkładać w czasie.

Ocena: 7/10

Em.

środa, 16 października 2013

"John Q"

 źródło obrazka: filmweb.pl

"John Q"

Tytuł oryginalny: "
John Q"
Gatunek: dramat
Produkcja: Stany Zjednoczone
Data premiery na świecie: 15 lutego 2002

Data premiery w Polsce: 24 maja 2002 
Czas trwania: 116 min.
Reżyseria: Nick Cassavetes
Scenariusz: James Keams
Główne role:
Denzel Washington, Robert Duvall
Muzyka: Aaron Zigman
Zdjęcia: Rogier Stoffers
Scenografia: Thomas Carnegie
Montaż: Dede Allen
Produkcja: Mark Burg, Oren Koules
Wytwórnia: Warner Bros. Pictures
Dystrybucja: New Line Cinema, Evol

“John Q” to film opowiadający historię pewnej ubogiej, ale kochającej się rodziny. Mimo że mają poważne kłopoty finansowe Jonh Archibald (Denzel Washington) i jego żona Denise (Kimberly Elise) starają się związać koniec z końcem. Chcą zapewnić swojemu synkowi Mike'owi (Daniel E. Smith) normalne życie. Starają się, by nie widział dręczących ich problemów.

 źródło obrazka: filmweb.pl

Pewnego dnia, podczas gry w baseball Mike mdleje. Rodzice szybko zabierają synka do szpitala, w którym okaże się, że chłopiec ma poważną wadę serca. Konieczny jest przeszczep tego organu. Tylko udana operacja pozwoli Mike'owi żyć. Mimo to szpital nie chce jej wykonać, bo polisa, którą wykupił ojciec chłopca - John - nie pokryje jej kosztów.

 źródło obrazka: listas.20minutos.es

Sytuacja jest tragiczna. Rodzina Archibaldów nie ma pieniędzy. John został zmuszony do przejścia na pół etatu, bo obroty przedsiębiorstwa, w którym pracuje spadły. Szpital nie chce zoperować Mike'a, który na oczach rodziców z dnia na dzień słabnie. Co zrobić? Gdzie szukać pomocy, skoro nikt nie chce jej udzielić? I jak w krótkim czasie człowiek, który nie ma żadnych oszczędności ma zdobyć 75000 dolarów, które zapewnią jego synkowi życie? To jest właśnie jeden z niewielu przypadków, w którym tak po prostu  można je kupić. W tej sytuacji zdrowie i życie mają swoją cenę.

źródło obrazka: www.hotflick.net

Moim zdaniem Daniele wymaga od męża zbyt wiele. Wie jaka jest ich sytuacja życiowa, wie, że niewykonalnym jest zebranie w krótkim czasie 75000 dolarów na operację synka, a jednak karze mężowi działać. Wyżywa na nim swą frustrację. Rodzina nie trzyma się razem. Kobieta ma pretensje, że John nie umie uratować ich umierającego synka. Mimo, że przecież John jest w takiej samej sytuacji i powinien być równie bezradny jak Daniele znajduje z niej wyjście.

W obliczu zbliżającej się tragedii, śmierci Mike'a, John przejmuje inicjatywę. Barykaduje się na jednym z oddziałów szpitala, bierze zakładników i bronią terroryzuje lekarza, by początkowo wpisał jego syna na listę osób oczekujących na przeszczep, a następnie by zoperował jego dziecko.

źródło obrazka: filmweb.pl

John walczy nie tylko z samym sobą, z własną biedą, ale również z bezwzględnym, skazującym jego synka na śmierć systemem, dla którego ludzie nie są istotami, które czują i cierpią. Liczą się tylko pieniądze. Masz je? Będziesz żył. Nie masz? Giń. John nie gra fair terroryzując lekarza, ale czy z nim postępowano właściwie? Wzbudza sympatię i ma wsparcie u widza. Mężczyzna uciekł się do przemocy, bo nie widział innej szansy ratunku. Próbował prosić. Błagał. Na nic się to zdało. Do czego jest zdolny ojciec, gdy walczy o swoje dziecko? Wzruszające i przerażające w jednym.

źródło obrazka: www.taringa.net

„Jonh Q” to wspaniały film, który z jednej strony pokazuje jak wiele jest w stanie zrobić osoba, która kocha, a z drugiej jak okrutny i bezwzględny jest system zdrowia. Do tego świetny - bardzo wiarygodny Denzel Washington.
"John Q" to film, który zapamiętam do końca życia - wywołujący emocje i zmuszający do refleksji w jakim świecie tak naprawdę żyjemy, w jakiej znieczulicy i braku współczucia, w świecie, w którym  liczy się przede wszystkim mamona. Przygnębiające.

Ocena: 9/10

Em.