środa, 11 września 2013

Vittotio De Sica #1

źródło obrazka: www.tapetus.pl

"Tylko piękne kobiety jako komplement traktują pochwałę ich umysłu".

- Vittotio De Sica

wtorek, 10 września 2013

Nowości!

źródło obrazka: http://www.boningen.org/

Wakacje to czas beztroskiego wypoczynku, ale również, jak się okazało, mnóstwa nowych pomysłów wpadających do głowy, które czekają na wprowadzenie w życie. W związku z tym, już wkrótce na blogu pojawi się kilka nowych cyklów. Pierwszy z nich poznacie już dziś. :)

Każdy z nas ma swoje ukochane cytaty, które mógłby powtarzać w nieskończoność. Niektórzy czytając, oglądając filmy, słuchając piosenek - zapisują je w specjalnie przygotowanych zeszytach. Co jest ich główną zaletą? Nie tylko fakt, że pomagają zrozumieć określone zjawiska, uwidaczniają czasem to, co skryte, ale przede wszystkim istotne jest to, że trafiają w sedno. Są krótkie, a przez to błyskotliwe i często zaskakujące.

Ja również mam swoje ulubione cytaty. Zamierzam podzielić się nimi z Wami. Mam nadzieję, że przedstawiane przeze mnie myśli będą wywoływać burzliwe dyskusje. Co ciekawe, i być może dla Was zaskakujące, cytaty nie będą pochodziły tylko i wyłącznie z książek, filmów, tekstów piosenek, czy ich twórców, ale także z rozmów z naukowcami, być może muzykami. Będę przedstawiać Wam to, co mnie zainteresuje, to z czym się zgadzam i co budzi moją irytację.

Jak już wspomniałam cytaty, aforyzmy cechują się tym, że, trafiają w sedno. Uważam więc, za zbędne tłumaczenie i komentowanie każdego z nich. Zazwyczaj przekaz jest prosty, a rozważanie tematu przeze mnie zmuszało by mnie do używania banalnych sloganów.

Zachęcam za to Was do aktywności, do dyskusji, do odpowiedzi na pytania, czy zgadzacie się z tym, co powiedziała konkretna osoba, czy sądzicie zupełnie inaczej, czy doświadczyliście czegoś podobnego w Waszym życiu. Zachęcam Was przede wszystkim do konfrontacji pięknych myśli z prawdziwym, pięknym, ale czasem trudnym życiem.

Jak podoba Wam się mój pomysł? Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że wypali, a żeby tak się stało musicie mi pomóc swoją aktywnością. ;)

Em.

niedziela, 8 września 2013

Wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim

 zygmuntmiloszewski.pl

Zygmunt Miłoszewski to polski pisarz i publicysta. Największą popularność przyniosło mu napisanie powieści kryminalnych o prokuratorze Teodorze Szackim. Kiedyś pracował jako dziennikarz w "Super Experessie", obecnie pisze felietony dla "Newsweeka".

Portal lubimyczytac.pl zorganizował akcję, w której użytkownicy serwisu mogli zadać autorowi pytania. Administratorzy wybrali ich zdaniem najciekawsze i przesłali je Zygmuntowi Miłoszewskiemu. Wśród zadanych znalazły się aż trzy nurtujące mnie pytania. Jako nagrodę za zadanie najciekawszych otrzymałam trzy książki Miłoszewskiego: najnowszą pt. "Bezcenny" oraz wydane wcześniej - horror "Domofon" i powieść kryminalną "Uwikłanie". Już nie mogę się doczekać lektury! A Wam prezentuję moją rozmowę z autorem. ;)

Często Pan ironizuje. Czy uważa Pan, że stosowanie tego środka ułatwia opisywanie pewnych wydarzeń, a co za tym idzie pomaga zrozumieć otaczającą rzeczywistość i zacząć postrzegać ją w bardziej kolorowych barwach? Czy jest wręcz przeciwnie? 

Ironizuję, ponieważ w prozie Bogiem, prorokiem i papieżem jest dla mnie Kurt Vonnegut. Uwielbiam jego opis świata, za którym stoi życzliwe zdumienie i zawsze lekko podniesiona brew, jakby chciał w każdym zdaniu zapytać „ludzie, ale wy tak naprawdę?”. Patrzę podobnie, choć nie potrafię tego tak mistrzowsko wyrazić i zawsze będzie mi bliższa narracja Vonneguta i Woody'ego Allena, niż Manna i Bergmana. Życie jest za krótkie, żeby traktować je z nadmierną powagą. A wracając do pytania, ironia zawsze oznacza dystans, a dystans pozwala więcej zobaczyć i więcej zrozumieć. 

Napisał Pan horror, fantastyczną baśń, thriller. Tworzy Pan więc dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Który czytelnik jest najbardziej wymagający, dla którego pisanie jest największym wyzwaniem? Czy jest coś, czego nauczył się Pan od czytelników? 

Najbardziej wymagający jest mimo wszystko czytelnik dorosły. Ma za sobą wiele lektur, zna schematy, trzeba się naprawdę postarać, żeby pożeracza gatunku czymś zaskoczyć. A bez zaskoczenia nie ma kryminału. Ale największe wyzwanie to literatura dla dzieci, ponieważ wtedy na autorze spoczywa największa odpowiedzialność. Emocjami dzieci łatwiej manipulować, dlatego trzeba być bardzo ostrożnym. Na przykład pamiętać, żeby nie przesadzić z elementami napięcia czy grozy, żeby zawsze wyciągnąć małego czytelnika w jasne, bezpieczne rejony.

Podobno skończył Pan wraz z Borysem Lankoszem pracę nad scenariuszem do ekranizacji "Ziarna prawdy". Jak przebiegała Panów praca nad ostateczną jego wersją? Czy były fragmenty, których za żadne skarby nie chciał się Pan pozbyć? O co się Panowie spierali, w czym byli zgodni? Czy mieli Panowie podobną wizję ostatecznej wersji? 

Od razu na początku uznałem, że szefem jest Borys. To będzie jego film, nie chcę być autorem-wariatem, który czuwa, żeby żadnego zdania nikt nie przeinaczył. Dlatego przy zmianach to on ma ostatnie słowo, ale przyznaję, że jestem z tych zmian bardzo zadowolony. Po przełożeniu powieści na język scenariusza okazało się, że wiele scen nie ma racji bytu, bo na przykład dzieją się tylko w głowie Szackiego, a jak to pokazać na ekranie? Dlatego musieliśmy je pozamieniać na takie sceny, które pokazują to samo w sposób filmowy, atrakcyjny wizualnie. Niektóre zmiany są tak fajne, że zupełnie poważnie zastanawiam się, czy nie zrobić poprawionego wydania powieści.

Podobał Wam się ten krótki, a zarazem treściwy wywiad? Jak oceniacie twórczość Zygmunta Miłoszewskiego?

Em.

czwartek, 5 września 2013

"Lektor"


Tytuł: "Lektor"
Autor:
Kategoria: literatura współczesna
Tytuł oryginału: "Der Vorleser" 
Tłumaczenie: Maria Podlasek-Ziegler  
Wydawnictwo: Wydawnictwo Polsko - Niemieckie  
Data wydania: 2001  
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda  
ISBN: 83-86653-11-6  
Źródło okładki: www.lubimyczytac.pl

Choć to nie romans, to książka o trudnej i niebanalnej miłości.
Choć to nie dokument ani książka historyczna, „Lektor” to pozycja o przeszłości.
Choć to nie horror, zawiera elementy grozy.

Niemiecki pisarz, Bernhard Schlink, opisał historię piętnastoletniego Michaela i trzydziestopięcioletniej Hanny, których połączyło bardzo skomplikowane i burzliwe uczucie. Czasem charakteryzowało je ogniste pragnienie, a chwilami chłód nieporozumień.

Dwudziestoletnia różnica wieku w związku Michaela i Hanny była widoczna. Kobieta dominowała w tej relacji. Stała się życiowym przewodnikiem nastolatka. Uczyła go i zarazem kształtowała, kreowała na człowieka, którym stał się w przyszłości. Chłopak był uzależniony od swej kochanki, uzależniony w sposób emocjonalny. Nie wyobrażał sobie życia bez Hanny. Mimo to, po latach musiał z tym problemem stanąć twarzą w twarz.

Myślę, że Hanna była pierwszą prawdziwą fascynacją, miłością Michaela. Taką, nad którą się nie zastanawiał, której nie chciał, nie wyczekiwał, a która spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Taką, w której nie musiał niczego kalkulować, którą przyjmował w całości, z wadami i zaletami. Taką trochę naiwną, pełną optymizmu. Michael napisał wiersz o tym, co czuje do Hanny. Myślę, że dobrze obrazuje on stosunek chłopaka do kobiety, ukazuje jego oddanie i wzajemne dopełnianie się w związku.
„Kiedy się sobie otwieramy
ty mnie a tobie ja,
kiedy się pogrążamy
we mnie ty a ja w tobie,
kiedy się rozpływamy
ty we mnie a w tobie ja

Wtedy
ja to ja
a ty to ty”
Choć wiele zachowań Hanny dziwiło Michaela i zależało od jej aktualnego nastroju, chłopak tolerował je, a nawet akceptował w obawie przed utratą osoby, którą kocha.

W związku tej pary jest wiele miłosnych rytuałów. Wieńczy je czytanie przez Michaela na głos książek należących do kanonu światowej literatury. W ten sposób chłopak staje się lektorem Hanny.

Spotkania tej pary kończy nagłe zniknięcie kobiety, które Michael tłumaczy sobie tym, że Hanna poczuła się przez niego poniżona. Po latach okaże się jednak, że prawda jest zupełnie inna.

Hanna to potwornie skomplikowana osobowość. To osoba, która woli na siebie wziąć winę nawet za coś czego nie zrobiła, by nie przyznać się do swojej słabości, by ktoś nie zobaczył, że być może nie jest twardą, nie mającą problemów, a potrzebującą zrozumienia i opieki kobietą.

Oprócz przedstawienia tej trudnej miłości, która połączyła zupełnie różne osoby, Schlink porusza problem odpowiedzialności narodu niemieckiego za zbrodnie popełnione przez ich przodków. O tym, co działo się w obozach koncentracyjnych słyszał z pewnością każdy. Wydaje nam się, że znamy tę historię. Być może nad nią nawet przez chwilę ubolewamy, ale w większości przypadków po prostu ją przyjmujemy do wiadomości i nie myślimy o tym, jak było to przeszywająco okrutne i nieludzkie. Wyzbądźmy się znieczulenia i zobojętnienia. To piekło na ziemi dla niektórych było częścią życia. Schlink napisał w „Lektorze” o zagładzie Żydów słowa, które wzięłam sobie do serca:
„Nie może nam się zdawać, że potrafimy pojąć coś, co jest niepojęte, nie wolno nam porównywać czegoś, co jest nieporównywalne, nie wolno nam się dopytywać, gdyż pytający, nawet jeśli nie kwestionuje tych potworności, czyni z nich jednak przedmiot komunikacji, a nie traktuje jako coś, przed czym może tylko zamilknąć z przerażenia, wstydu i poczucia winy”.
Po latach od nagłego zniknięcia Hanny, drogi dawnych kochanków ponownie skrzyżują się. Michael, już jako student prawa, spotka swoją dawną miłość na sali sądowej podczas procesu przeciw strażniczkom pełniącym w czasie II wojny światowej służbę w obozie koncentracyjnym pod Krakowem.

„Lektor” to książka, w której każde słowo ma sens. Widać to podczas przesłuchania Hanny, w czasie którego wychodzą na jaw różne sprawy, które zrozumieć można dopiero wtedy, gdy z uwagą czytało się wcześniejsze rozdziały. Lubię takie odniesienia.
Każde słowo Schlinka trafia w punkt. Czytając „Lektora” miałam wrażenie, że autor zastanawiał się dosłownie nad każdym słowem, którego użył we własnej książce, że wszystko jest rozważone, przemyślane. Cenię go za to.

Bernhard Schlink oddał całą książkową przestrzeń Michaelowi, z którego perspektywy poznajemy opisywaną opowieść, jego rozważaniom, przemyśleniom o ludziach, ale również o historii, którą oni tworzą. Co tu dużo mówić - są trafione w sedno:
„Uciec nie znaczy tylko skądś odejść, lecz również dokądś dotrzeć. (...) Zajmować się historią oznacza budować pomosty między przeszłością a teraźniejszością, obserwować obydwa brzegi i być na nich aktywnym”.
To trudne zadanie. Bo jak budować zgodną przyszłość z dawnym wrogiem pamiętając o zbrodniach z przeszłości? A jednocześnie jak odnaleźć się w teraźniejszości? Czy mamy prawo żądać przebaczenia? Czy sami umiemy wybaczyć?

Hanna to postać zagadka. Mimo rozważań nie umiem zrozumieć jej zachowania. Co ciekawe, mimo, że ta kobieta popełniła okrutne zbrodnie – nie czułam do niej nienawiści. Traktowałam i obserwowałam ją raczej jako zagubioną istotę, która nie umie się odnaleźć, która się boi, która nie jest pewna swego - jako Hannę z procesu. Mam wrażenie, że Michael zdał sobie sprawę, że tak naprawdę niewiele wie o Hannie, że wcale jej nie znał, że ich relacja była bardzo powierzchowna. Mam ten sam problem i mimo próby wniknięcia w osobowość Hanny i zrozumienia tej kobiety mogę zapytać tak jak Michael:
„Jaka ona była przez te wszystkie lata – zapytałem po chwili, gdy znów mogłem mówić – i jaka była przez ostatnie dni?”
„Lektor” jest nieprzewidywalny, przeszywa, zatrzymuje w czasie, zmusza do refleksji. Nie mogłam czytać tej pozycji bez przerwy. Dawkowałam sobie tę przyjemność, a czas między lekturą poświęcałam na refleksje. Do dziś historia opisana przez Schlinka jest we mnie żywa, budzi we mnie te same emocje, które pojawiły się od razu po przeczytaniu książki, te same wątpliwości, pytania, na które w dalszym ciągu nie znam odpowiedzi. Te wszystkie rodzące się w mojej głowie pytania zaczynają się od słowa „Dlaczego?”. Nie „jak?”, nie „po co?”, nie „kto”, ale "DLACZEGO?". Dlaczego to musiało się tak skończyć? Dlaczego Hanna ostatecznie podjęła taką a nie inną decyzję? Dlaczego Michael nie umiał ułożyć sobie bez niej życia w taki sposób, by być szczęśliwym?

Zastanawia mnie jeszcze jedno. Co będzie dalej z Michaelem, którego całe dotychczasowe życie kręciło się wokół Hanny? Na to pytanie Schlink nie daje odpowiedzi.

Nie polecam tej książki każdemu. Polecam ją tym, którzy podczas lektury szukają czegoś specjalnego, czegoś więcej niż dotychczas. Jestem zafascynowana "Lektorem". Nigdy wcześniej książka nie wzbudziła we mnie tylu emocji. "Lektor" zszargał mi nerwy, podniósł puls, doprowadzał do furii, ale również wzruszył i sprawił ból przypominając, że największym zagrożeniem dla człowieka jest drugi człowiek. I że bez szacunku do innych, sami możemy urządzić sobie prawdziwe piekło na ziemi.

Ocena: 10/10

Em.

poniedziałek, 2 września 2013

Zmiany w liście lektur!

W jednym z artykułów "Gazety Krakowskiej" pojawiła się informacja, że Ministerstwo Edukacji Narodowej zadecydowało, że w obowiązującej liście lektur pojawią się zmiany. 

Od tej pory gimnazjaliści nie będą musieli czytać "Pana Tadeusza" (nawet jego fragmentów), a licealiści nie poznają losów "Konrada Wallenroda" i bohaterów "Trylogii" Sienkiewicza. Co ciekawe, podczas trzyletniej nauki, zapoznają się z tylko jednym utworem Stefana Żeromskiego.

Z drugiej strony jednak, zgodnie z nowym zarządzeniem MEN, lista lektur zostanie wzbogacona o utwory Małgorzaty Musierowicz, Andrzeja Sapkowskiego i
Johna Ronalda Reuela Tolkiena.

źródło obrazka: http://www.jaslonet.pl

Zastanawiając się nad tymi zmianami dochodzę do wniosku, że dobrze się stanie, że pozycje, z którymi mają zapoznać się uczniowie zostaną odświeżone. Może takie rozsławione nazwiska jak Tolkien, czy chociażby Sapkowski i popularna wśród młodzieży Musierowicz, sprawią, że młodzież zacznie częściej czytać? Uważam również, że usunięcie z gimnazjalnej listy lektur "Pana Tadeusza" to właściwa decyzja. Do tej lektury trzeba dorosnąć, o czym pisałam w recenzji epopei Mickiewicza.

Może więc wszystkie zmiany zapowiedziane przez MEN możemy traktować jako te na plus? Mam pewne wątpliwości.

Naprawdę nie sądzę, że usunięcie "Ogniem i mieczem", "Potopu" i "Pana Wołodyjowskiego" jest dobrą decyzją. Po pierwsze uważam, że uczniowie powinni poznać twórczość Sienkiewicza w szerszym zakresie niż ograniczając się do czytania "W pustyni i w puszczy". A po drugie uważam, że po prostu należy przeczytać "Trylogię" pisaną ku pokrzepieniu serc. 

Co myślicie o tych zmianach? 

P.S. Wszystkim uczniom życzę powodzenia w nowym roku szkolnym 2013/2014, a studentom jeszcze miesiąca wspaniałego wypoczynku. ;)

Em.

piątek, 30 sierpnia 2013

Zwiastun "Złodziejki książek"

Jakiś czas temu na blogu zrecenzowałam "Złodziejkę książek" Markusa Zusaka. To pozycja wzbudzająca skrajne emocje. Czytając ją można śmiać się, ale również wzruszyć, czy nawet popłakać. Zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Jej treść zapada w pamięć. Zusak ukazał, że dzięki szlachetnym uczuciom takim jak miłość i przyjaźń, można przetrwać najtrudniejsze czasy.

"Złodziejka książek" to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Już jakiś czas temu znalazłam w internecie wiadomość, że na jej podstawie ma zostać nakręcony film. Wczoraj przeżyłam prawdziwy szok. Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy przeczytałam, że jego premiera wypada już na 15 listopada 2013 roku. Już nie mogę się doczekać! Jakby tego było mało znalazłam pierwszy zwiastun "Złodziejki książek".


Obsada, moim zdaniem, zachęca do obejrzenia tego filmu. W roli Hansa Hubermanna wystąpi Geoffrey Rush, znany z roli Lionela Loguea w filmie "Jak zostać królem". Jego żonę Rosę zagra Emily Watson. W tytułową bohaterkę wcieli się Sophie Nelisse. Ta nastoletnia aktorka w 2011 roku zagrała jedną z głównych ról w filmie "Pan Lazhar". Reżyserem "Złodziejki książek" jest Brian Percival. Scenariusz napisał Michael Petroni.

Jednym z ciekawszych zabiegów w książce Zusaka było uczynienie ze Śmierci narratora opowieści. Autor ukazał wojnę z jej perspektywy. W zwiastunie nie ma jednak mowy o tej postaci. Nie wyobrażam sobie jak miałby wyglądać film "Złodziejka książek" bez Śmierci. W powieści Zusaka odgrywała ona przecież jedną z kluczowych ról.

Mimo to, z niecierpliwością czekam na premierę!

Jak sądzicie film będzie adaptacją czy ekranizacją "Złodziejki książek"?

Em.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Koty. Encyklopedia hodowcy. Poradnik"


Tytuł: "Koty. Encyklopedia hodowcy. Poradnik"
Autor:
Kategoria: poradniki
Wydawnictwo: Skarbnica wiedzy

Data wydania: 2004
Liczba stron: 200
Oprawa: twarda
ISBN: 8389420775
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/
  
"Koty. Encyklopedia hodowcy. Poradnik"



Jestem właścicielką trzech kotek. Jedną z nich mam już od dziewięciu lat. Przed przygarnięciem kotki nie wiedziałam o tym gatunku zbyt wiele. Po przeczytaniu opisywanego poradnika okazało się, że lata przebywania z moim czworonożnym przyjacielem spowodowały, że wiele się nauczyłam. Poznałam moją kotkę i poprawnie odczytywałam jej zachowanie. Mimo wszystko jednak, w książce znalazły się ciekawostki, które mnie zaskoczyły. Bo kto z Was wie, że kot nie mruczy tylko wtedy, gdy jest zadowolony, ale również wtedy, gdy go coś boli?
A jedna z ciekawszych informacji, o której wiedziałam przed przeczytaniem tego poradnika jest taka, że kotki z jednego miotu mogą mieć różnych ojców! Nie róbcie wielkich oczu. ;)

Bardzo podobał mi się również rozdział, w którym autor opowiada o tym, że posiadanie kota to ogromny obowiązek, że przygarnięcie jakiegokolwiek zwierzęcia wiąże się z wzięciem na siebie odpowiedzialności. Wiele osób myśli, że koty to zwierzęta, które potrzebują mało uwagi, że są najmniej angażującymi zwierzętami. Bzdura! By przyjąć kota należy w domu przygotować dla niego miejsce, należy poczytać o odpowiednim odżywianiu, pielęgnacji, opiece, trosce o zdrowie. To nie jest proste i wymaga czasu.

Mimo, że ja tego nie zrobiłam, uważam, że ten poradnik powinien przeczytać każdy, kto chce przygarnąć kota w przyszłości, bo do takiej decyzji trzeba się przygotować, przemyśleć, dojrzeć. Zwierzę to członek rodziny. Nie może się nam znudzić.

Oprócz tego w "Koty. Encyklopedia hodowcy. Poradnik" znajdziecie wiele informacji o różnych rasach kotów. Niestety nie wszystkie z nich są ukazane na fotografiach. Ważne za to jest to, że nie możemy przy kupowaniu rasowego kota kierować się tylko jego wyglądem. Każda rasa ma określone cechy charakteru. Niektóre koty przywiązują się do wszystkich domowników, inne tylko do jednego. Niektóre lubią przebywać z dziećmi, inne tego nie znoszą. By uniknąć w przyszłości różnych kłopotów ważne by zapoznać się ze sposobem życia kotów i ich reagowania na poszczególne bodźce.

"Koty. Encyklopedia hodowcy. Poradnik" nawet długoletnim właścicielom kotów otwiera oczy. Ten poradnik sprawił, że opisywane czworonogi zaczęłam postrzegać jako jeszcze bardziej skomplikowane istoty niż dotychczas. Szczerze polecam!

P.S. Ocena nie jest wyższa, ponieważ książka Tymińskiego nie rozwiązuje, w moim przypadku, problemu załatwiania się kotów poza kuwetą. ;)

Ocena: 7/10

***
Tak jak już wspomniałam mam trzy kotki. Jedną - dziewięcioletnią - podarowali mi rodzice. Mam bzika na jej punkcie. Ostatnio kupiłam jej kanapę! Jej wiele zachowań nie jest typowych dla kota. Przybiega do drzwi, gdy wracam do domu. Widzę ją w oknie, gdy wychodzę. ;) 

Kolejną - trzyletnią - przygarnęłam zeszłej zimy, która była wyjątkowo sroga. Myślałam, że ktoś się po nią zgłosi, a została do dziś. Powiem Wam nawet więcej! Po kilku miesiącach urodziła kotkę. Jedną! Weterynarz mówił, że to coś bardzo dziwnego, że tak się nie dzieje, że należy wykonać USG, czy pozostałe, martwe nie zostały w brzuchu matki, co mogłoby pogorszyć jej stan zdrowia. Okazało się, że jest wszystko w porządku, że jest zdrowa. Cieszyłam się niezmiernie, bo strasznie szybko się przywiązuję i nie wiem czy potrafiłabym oddać kociaki, a gdyby urodziło się ich np. osiem, musiałabym to zrobić.

Nie powstrzymałam się. Musiałam to napisać. O kotach mogę rozmawiać godzinami. ;)

A Wy co robicie dla swych pupili?

Em.